Zalew

Jakiż to chłopiec piękny i młody?
Jaka to obok dziewica?
Brzegami sinej Świtezi wody
Idą przy świetle księżyca.

Ona mu z kosza daje maliny,
A on jej kwiatki do wianka;
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
Pewnie to jego kochanka.(…)

Adam Mickiewicz – Świtezianka

 

Siedziałam przed laptopem kończąc mój kolejny scenariusz. Deszcz bębnił w parapet i pachniało wiosną. Zapach deszczu zawsze mnie uspakajał. Od sceny namiętnych pocałunków oderwał mnie rozwibrowany telefon. To Paweł – mój były partner filmowy i chyba były-były, choć co do tego ostatniego wcale nie miałam pewności.

– Pamela, wychodzimy wieczorem, pamiętasz? – spytał.
– Tak.
– Ubierz się ładnie, może uda nam się inwestora ogarnąć. – zabrzmiało jak rozkaz.
– Pawełku mówiłam ci, że ja już więcej cyckami świecić nie będę, a jeśli nie pasuje ci ten układ, możemy się rozejść również zawodowo.
– Co ja ci mam powiedzieć? Chcesz kasę na swoje feministyczne porno czy nie? Jak chcesz, to wiesz, co masz zrobić. Użyj swojego daru przekonywania.

Wkurzało mnie to już. Po drugiej stronie kamery od lat, a nadal to samo upokorzenie i upodlenie w męskim, szowinistycznym świecie. A może trzeba by to wszystko rzucić i jak Erika Lust przenieść się do Barcelony? Tylko, że ja tu chciałam zostać. Co będzie, jak wszyscy stąd wyjadą?

Otworzyłam szafę i przejrzałam bluzki i staniki. Będę dziś cała na czarno, drapieżna i wycisnę te cholerne cycki push upem, jeśli ma mi to pomóc w pozyskiwaniu inwestora. Choć to akurat było poniżej pasa, żeby kobietę obowiązywały inne zasady niż mężczyzn. Zerknęłam w lustro. Szpilki, rurki, prosta bluzka z dekoltem, ramoneska, czerwona szminka i burza moich rudych, teraz nieco poskromionych włosów.

– Robię to po raz ostatni. – rzuciłam, wsiadając do taksówki.
– Tego ci życzę Sówka, wiesz, że jestem po twojej stronie.

Wcale nie byłam tego pewna. Stary partner równa się stare przyzwyczajenia i ni to chłopak, ni nie chłopak. Właściwie już nie bardzo wiedziałam, co mnie łączy z Pawłem. Kilka filmów nakręconych razem, morze wypitej wódki i dekagramy wciągniętej kokainy, bo on zawsze dłużej mógł po koce, a ja zapominałam wtedy, że jest dla mnie za duży.

– Gdzie my właściwie jedziemy? – spytałam.
– Na nielegalną walkę bokserską Pamka.
– Dlaczego mam wrażenie, że ja i inwestorzy się nie porozumiemy… – jęknęłam.

Ochroniarz spojrzał na nas, dając głębokiego nura w mój dekolt, sprawdził, czy jesteśmy na liście VIP i wpuścił do hali. Paweł złapał mnie mocno za rękę i prowadził mnie przez dziki tłum, zewsząd dobiegały mnie krzyki, a gdy dotarliśmy do naszych miejsc zobaczyłam półnagich kolesi napierdalający się w klatkach.

– Zalew już walczył? – spytał.

Inwestor numer jeden przecząco pokręcił głową. Cokolwiek to znaczy. Paweł przedstawił mnie dwóm masywnym mężczyznom w garniturach. Wyglądali, jakby prali grubą kasę w mafijnych konszachtach. Zasada numer jeden: nie pytaj skąd są pieniądze, jeśli chcesz je wykorzystać. Jeśli spytasz, już nie będziesz chciała.

– Obejrzymy walkę. Pogadamy o interesach. – rzucił inwestor numer dwa.

Kiwnęłam głową. Zresztą ciężko by było dyskutować przy tych wrzaskach. Usiadłam obok Pawła i niczym mój dziadek splotłam nogi w śrubę. Wszystkich moich facetów, partnerów, znajomych, dokładnie wszystkich pasjonowało to, jak jestem w stanie okręcić wokół siebie łydki. Inwestorzy zerknęli ciekawi. Pewnie zastanawiali się, jak jeszcze jestem w stanie spleść te moje chude nogi.

– W prawym narożniku, postrach wszystkich mężów Jurek Diablo Szatan! – rozległo się z głośników.
– W lewym narożniku, zły chłopak ringu Daniel Zalew Zalewski!
– Jakie są zasady? – spytałam Pawła. Skoro muszę to oglądać, niech chociaż wiem, o co chodzi.
– Walczą, aż jeden nie wstanie.
– Aha…

Czego się nie robi dla pieniędzy… Walka była całkiem dynamiczna, ale miałam problem z odróżnieniem ich od siebie. Małe skaczące koguciki, jeden w czerwono-czarnych portkach, drugi w czarno-czerwonych dla rozróżnienia, kiedy już zaczynałam kibicować jednemu okazywało się, że jest tym drugim… Nie mogąc nadążyć za tym, co dzieje się na ringu, udałam się po drinka. Zanim przecisnęłam się przez gęsty tłum i udało mi się przekonać barmana, żeby zamiast gapić mi się w cycki, uwarzył mi Krwawą Mary, było już po wszystkim.

– Ja ci dam kasę Lisiczko, ale jesteś pewna, że chcesz stać po drugiej stronie kamery? – spytał inwestor numer jeden, łapczywie oplatając mnie ramieniem, a jego wzrok fizycznie i fiut mentalnie utkwił pomiędzy moimi piersiami.

Znów miałam nieodparte wrażenie, że żeby dostać się tam, gdzie pragnę, będę musiała sprzedać własne ciało. Z tym, że ja już nie chciałam sprzedawać ciała.

– Jest różnica między byciem reżyserką a aktorką, wiesz? Zasadniczo jako inwestor powinieneś to wiedzieć.
– Sowa nie bądź taka cięta, to była luźna sugestia… – rzucił inwestor numer dwa.
– Napijemy się, pogadamy i znajdziemy rozwiązanie.
– Nie jestem przekonana, czy z wami chcę jeszcze znajdować cokolwiek. – huknęłam i wstałam.

Paweł podążył za mną.

– Pama, nie możesz tak! Odstraszasz wszystkich potencjalnych inwestorów… Zrozum, że oni pamiętają, jak się sprzedawałaś i chcą jedynie mieć gwarancję, że inwestycja będzie dla nich intratna. Bo zarobiłaś kupę kasy tymi piegami Lisiczko i oni chcą wiedzieć, że hajs będzie się zgadzać, kiedy dasz im Sowę. Idę ich ugłaskać. A ty ochłoń!

Byłam zła. Wściekła. Najchętniej teraz sama wlazłabym do tej klatki, żeby kogoś nalać. Paw zostawił mnie z drinkiem, żebym odparowała i nie robiła już nikomu awantury.

– Po raz ostatni na ekranie Foxy Love w Balladynie. – usłyszałam z holu.
– Tak, to ja, plus milion za spostrzegawczość! Miejże jaja chłopcze i do mnie podejdź, a nie będziesz krzyczał z bezpiecznej odległości, że widziałeś na żywo gwiazdę porno. – powiedziałam pod nosem.

W ogóle to jakim cudem tyle lat nosiłam ten durny pseudonim? Już nie chciałam być Lisiczką, chciałam być Sową. Lepiej by brzmiało Pama Sowińska w Balladynie. Po jakimś czasie mojej kariery, gdy zapracowałam już na nazwisko i dorobiłam się rzeszy foxymaniaków, mogłam sobie pozwolić na wszystko. Zatem zrobiłam psikusa z lektur szkolnych. Skoro Dykiel mogła wjechać na motorze na teatralną scenę, ja mogłam zrobić z tego dramatu porno. Mój pożegnalny żart okazał się strzałem w 10 i moi fani oraz internauci domagali się porno-ekranizacji innych dzieł polskich wieszczów. Jakby nie wystarczyło mojego pomysłu, wymyśliłam sobie jeszcze, że obie role zagram sama. Mój pierwszy three-some w duecie, jak drugi reżyser to usłyszał, chciał mnie zamordować. Alina, Balladyna i Kirkor. Ale, nie oszukujmy się, każdy z nas chciałby przeżyć krwawy trójkąt w malinach.

– Widziałem twój ostatni film. – usłyszałam nieznajomy głos za plecami.
– Tak jak pół Polski, kochanie… – odparłam mechanicznie. Kolejny słaby podryw, kolejny wielbiciel, który podnieca się Foxy Love na żywo, nie mając pojęcia, że na żywo nie jestem Foxy.
– Wiesz, co myślę? – powiedział, przybliżając się do mnie.
– A czemu sądzisz, że mnie to w ogóle interesuje?
– Robisz zajebistą robotę. Szczególnie teraz. Jak byliśmy dzieciakami nie uczyliśmy się z porno. Do głowy by mi nie wpadło, by zrobić niektóre rzeczy, które widzę w filmach z męskiej gałęzi. A dzieciaki robią, bo myślą, że tak to wygląda.

Patrzyłam na niego zdumiona. Uśmiechnął się szeroko, widząc moje zaskoczenie i oznajmił:

– A ty myślałaś, że chcę cię przelecieć? Nie. Masz to na co dzień w robocie. Żeby cię sobą zainteresować, musiałbym się bardziej postarać.

Zaniemówiłam. Obok nas przemknął gospodarz dzisiejszego afteru, rzucając szybko:

– Zalew Sowa, Sowa Zalew, ale widzę, że już się poznaliście. Bawcie się dobrze, macie open bar.

Kiwnęłam głową do pędzącego Radka i wyciągnęłam dłoń do nieznajomego chłopaka:

– Pama Sowa Sowińska.
– Daniel Zalew Zalewski.
– Subtelność ksyw wręcz powalająca…
– Tak jakby. Napijesz się ze mną?
– Chętnie. To ty się dziś biłeś? – spytałam, przyglądając mu się przez dłuższą chwilę.
– Tak, to ja.
– Wygrałeś?
– Widzę, że to nie jest twoje naturalne środowisko. – roześmiał się – Tak wygrałem. Inaczej bym przed tobą nie stał.
– Gratulacje.
– Ale ty chyba przegrałaś, o ile dobrze czytam… – powiedział, wręczając mi kieliszek białego wina.

Kiwnęłam głową.

– Jeśli nie kończę na moich warunkach, to tak jakbym przegrała.
– Przykro mi. Coś z czym może mógłbym pomóc?
– Jak znasz inwestorów z kapitałem chętnych kręcić feministyczne porno…
– Czyli to prawda, że przeszłaś na emeryturę?
– Jako aktorka, tak.
– Jestem przekonany, że wielu z nas będzie brakować twoich piegowatych pleców, ale mam nadzieję, że docenią twój kunszt reżyserski.
– Piegowatego wszystkiego. – mruknęłam.
– A tego nie wiem. Musiałbym cię z bliska obejrzeć, żeby potwierdzić.
– Duszno tu strasznie. – rzuciłam, zmieniając temat.
– Chodź, znam fajną miejscówkę.

Zgarnął butelkę muscatu i kieliszki od barmana i zaprowadził mnie wąską klatką schodową na górę. Z dachu rozciągał się widok na całą Warszawę. Strzeliste wieżowce, Pałac Kultury, rozświetlone mosty.

– Mój magiczny taras. – stwierdził, przeciągając dłońmi po metalowej barierce.

Przysiedliśmy na ratanowych fotelach i sącząc białe wino, dyskutowaliśmy.

– Czemu wybrałaś ten zawód? – dopytywał.

Nie umiałam mu odpowiedzieć na to pytanie. Minęło już 10 lat, jakoś tak wyszło… Miało być aktorstwo na PWSFTviT, ale duch Schillera przemawiający przez wszechwiedzące, opasłe profesory miał inne zdanie, więc trochę na złość, trochę przez przypadek zostałam aktorką, tylko że filmów porno.

– A ty? – odbiłam piłeczkę.

Uśmiechnęliśmy się do siebie, czując, że pora zmienić temat.

– Masz zajebistą sowę, ale ja mam lepszą. – stwierdził, wskazując na moje przedramię, podwinął rękaw i pokazał mi swoje ramię.

Roześmiałam się.

– Masz po prostu inną. – skwitowałam jego przechwałki.
– Mam inną. Twoja jest ładniejsza. To zazdrość. – wytłumaczył się.
– A czemu sowa? U mnie to chyba oczywiste…
– To mój indiański znak zodiaku.
– Nie mam pojęcia, czym ja jestem…
– Kiedy się urodziłaś?
– 3 lipca.
– Jesteś dzięciołem…
– I co to znaczy? Że dobrze pukam?
– Że jesteś czuła i delikatna, współczująca i romantyczna. Więc na wszelki wypadek obudowujesz się murem wyszczekanej suki, żeby nikt nie odkrył, co jest w środku.

Z wrażenia zamilkłam. Zadziwił mnie kolejny raz.

– A wracając do inwestorów, pomyślę, ale będzie ciężko. Nie wytłumaczysz tak łatwo bandzie samców, że kobiety masowo nie marzą o gang bangu, spuście na twarz i że do seksu z nieznajomą jednak warto by włożyć gumkę…
– Nawet nie wiesz, jak mnie to wkurwia… – jęknęłam.
– Rozumiem twoją chęć edukowania, ale nie rozumiem jednego… Czemu przez porno, Pama? Czemu chcesz zmieniać porno? Nie wystarczy edukacja seksualna?
– Edukacja seksualna siadła wraz z nowym rządem, dzieci rodzą się z wrodzoną kiłą, o przemocy seksualnej się nie mówi, ale każdy wciąga porno, jak spaghetti na niedzielnym obiedzie. A męskie porno to kupa gówna… Dosłownie. A potem dziewczynki mają jaja owsika w cytologii, jak się naoglądają tego, co jest w Internecie i postanawiają to zrobić mniej lub bardziej ze swojej woli ze swoimi chłopcami. Do tego dochodzą nieletnie ciąże. Wiek przyzwolenia to 15 lat, ale żeby na legalu pójść do gina po tabletki, to już trzeba mieć 18. Absurd… Dlatego chcę edukować przez pornografię. Ale pomysł feministycznego, cruelty free porno, chyba jest nie z tej planety… Czy kobieta zawsze musi służyć przyjemności mężczyzny? Nie może służyć swojej własnej? A ty? Używasz kobiety tylko po to, by cię zaspokoiła? – spytałam.
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że to się nigdy nie zdarzyło. Sądzę, że każdemu, każdej z nas zdarzyło się potraktować kogoś przedmiotowo. Ale „używasz”?… Wiesz, że brzmi to strasznie? Wy nie jesteście rzeczami…
– Jesteś pewny? Włącz pierwsze lepsze porno w necie i powiedz mi wtedy, że nie jesteśmy rzeczami.

Zamilkł na chwilę. Po wyrazie jego twarzy widziałam, że się zastanawia.

– Ty to wiesz, bo jesteśmy innym pokoleniem i nie wychowywaliśmy się na porno, ale wyobraź sobie całe generacje młodych chłopców, którzy uczą się seksu na męskiej pornografii… Jak będą wyglądały ich relacje z kobietami? Edukacja seksualna nie wystarczy, pora zmienić też porno.
– Uwielbiam kobiety, które otwarcie mówią o seksualności i to alternatywne porno to ciekawa sprawa, tylko pytanie co zrobić, by po nie sięgnęli mężczyźni? Kiedy masz zalew męskiego w Internecie.
– Tego jeszcze nie przemyślałam…
– Ok… Masz we mnie nowo zdobytego ambasadora tej idei. A jak ktoś się sprzeciwi, to obiję mordę.

Spojrzałam na niego karcąco.

– Użyję siły argumentów. – poprawił się natychmiast.
– Tak lepiej. – odparłam.

Rozmawialiśmy dłuższy czas, zgrabnie przeskakując po tematach, od porno, przez sport, po politykę społeczną. Zdziwiło mnie, że ten kompaktowy zabijaka okazał się być tak sprawnym rozmówcą. Mój telefon rozwibrował nieoczekiwanie, przerywając nam kolejny ciekawy wątek. Paweł.

– Przepraszam, muszę odebrać. – w słuchawce usłyszałam gniewny głos. Paw coś krzyczał i domagał się, żebym momentalnie go znalazła – Muszę iść. – zwróciłam się do Daniela, oddając mu prawie pusty kieliszek – Przepraszam…

Zbiegłam po schodach, omiatając wzrokiem rozkołysany muzyką i alkoholem tłum. Przy barze stał Paweł. Podeszłam do niego prędko.

– Ok, załatwiłem. – oznajmił – Ale będzie cię to kosztowało lap dance.
– Słucham?
– Pama…, oni się wkurwili i trzeba ich udobruchać. – wysylabizował powoli chwiejnym głosem – Jesteś kobietą, przecież umiesz….
– Paweł. Nie. – odpowiedziałam ostro.
– Pamela, jeśli będziesz się zachowywać w ten sposób, to zapomnij, że cokolwiek jeszcze uda ci się osiągnąć! – podniósł głos, po czym kontynuował ciszej – Jeśli przyjdziesz i przeprosisz…
– No chyba cię pojebało do reszty! – nie wytrzymałam.
– Pamela?!
– Zejdź mi z oczu Paweł! – próbował mnie złapać i przyciągnąć do siebie, wyrwałam się, krzycząc – Spierdalaj!
– Ty się weź kurwa Pamela zastanów! – popukał się w czoło i zniknął wściekły na mnie.

Roztrzęsiona próbowałam się uspokoić. Nie mogłam uwierzyć, że po tylu latach mógł mnie tak łatwo sprzedać. Oddać, jakbym była rzeczą. Zupełnie nie rozumiejąc moich wartości, tego kim jestem, o co walczę i co jest dla mnie ważne. Nigdy wcześniej nie poczułam się tak mało istotna, nigdy wcześniej nie byłam też na niego tak wściekła. Nasze drogi definitywnie dziś się rozchodziły. Objęłam ramiona dłońmi i oddychałam głęboko.

– Czego świadkiem właśnie byłem? – usłyszałam za plecami już znajomy baryton.
– Poszedłeś za mną? – odwróciłam się momentalnie i jeszcze nie wiedziałam, czy bardziej jestem tym oburzona, czy za to wdzięczna.
– Wiem, że to mało feministyczne, ale podświadomie wyczułem damę w opałach. Tu jest dużo naprutych kolesi trzy razy większych od ciebie, a ty jesteś, jakby nie patrzeć byłą gwiazdą porno…

Byłam tak zła, że chciało mi się płakać. Daniel momentalnie zauważył w jakim jestem stanie i postanowił interweniować.

– Mam za nim iść? – spytał kontrolnie.
– Nie.
– Chcesz zostać sama?

Spojrzałam na niego i pokręciłam przecząco głową.

– Przytulić?

Pokiwałam głową, próbując powstrzymać niekontrolowane drżenie dolnej wargi. Przyciągnął mnie do siebie i zamknął w mocnym uścisku ramion. Nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czułam się tak bezpieczna. Objął mnie kojąco.

– Nie płakusiaj i nie złościaj. I tak nie chciałabyś mieć takiego inwestora. – mruknął i pogłaskał mnie po głowie.

Zawiesiłam się na jego głosie, zapachu i cieple jego ciała.

– Zmieniamy lokalizację kochani. – powiedział Radek, mijając nas i poklepał Daniela po ramieniu – Taxa czeka! Chodźcie! Raz, raz!
– Chodź Pama. No chodź! Nie będziesz parowała wściekła przez resztę wieczoru. – wyszeptał łagodnie, wziął mnie za rękę i poprowadził za sobą.

Wsiedliśmy do auta. Towarzystwo Daniela było już mocno naprute i wyraźnie zabawowe.

– Noc jeszcze młoda, noc jeszcze młoda, komu dziewica dziś zrobi loda! Hej! – śpiewali.

Testosteron. Dużo testosteronu w jednym miejscu… Daniel zerknął na mnie przepraszająco.

– Zale-eeeee-ew! Mistrzem jest! Mistrzem jest! – śpiewali dalej i już wiedziałam, że część artystyczna nie zakończy się wraz z przybyciem do hotelu.
– Oni tak zawsze? – spytałam.
– Chcieli być w Poznańskich Słowikach, ale nie wyszło, więc teraz odreagowują stracone dzieciństwo.

Roześmiałam się.

Winda w hotelu była tak ciasna, że całą drogę na 45 piętro spędziłam w ramionach Zalewa, odgrodzona od reszty koncertujących Testosteronowych Słowików. Złapałam się na tym, że czuję się dobrze, kiedy on jest blisko, co w przypadku innych mężczyzn wyglądało zupełnie inaczej. Zawsze bardzo dbałam, by nikt nie ingerował w moją prywatną przestrzeń. Bardzo pilnowałam autonomii moich granic. A Daniel dostał VIP pass na dzień dobry od mojego ciała.

Wejście Zalewa do SkyClubu zwiastowało ryczące z głośników Eye of a tiger, gromkie brawa, a na samej górze powitano go hukiem korków i fontanną szampana, przed którą osłonił mnie własnym ciałem.

– Sucha?
– Dziękuję.
– Jest nasz bohater! Dobrze się spisałeś! – jakiś mężczyzna podszedł do nas i odgrodził mnie od Daniela.

Zwycięzca wieczoru wsiąkł w morze zachłannych go ludzi. Prędko uciekłam od zgiełku, znajdując bezpieczne i odludne miejsce przy oknie. Moja samotność nie trwała jednak długo.

– Czego się napijesz? – znów usłyszałam za plecami ten ciepły baryton. Zalew był wystarczająco czujny, by w ferworze gratulacji nie stracić mnie z oczu.
– Poproszę Piña coladę i wpierdzieliłabym ciastko czekoladowe…
– Już się robi.

Odwróciłam się do okna i podziwiałam podniebną Warszawę.

– Twój drink i zaiwaniłem górę od tortu… – powiedział, odsłaniając w łobuzerskim uśmiechu zęby.
– Jesz dziś słodycze, czy jesteś na diecie?
– Dziś jem. – odpowiedział, podając mi sztućce.

Wzięłam widelczyk, nabrałam solidną porcję ciasta i wsunęłam Danielowi do ust. Spojrzał mi w oczy, oblizał usta z kremu i momentalnie poczułam, jak między nami robi się gęsto.

– Gołąbeczki moje… Kto ma ochotę dziś odlecieć? – Radek powachlował torebką z kolorowymi pastylkami.

Spojrzeliśmy pytająco na siebie.

cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *