Mentorka

Fot. SL

Mentorka

Bia Sadowska

 

Sobota, 10 rano. Przestronna sala warsztatowa w samym centrum cichej na weekend Warszawy. Siedziałem podekscytowany w pierwszej ławce. Dominika Masowska, ta Dominika Masowska zaraz przybędzie, by prowadzić z nami warsztaty z pisania erotyki – moduł pierwszy – porno. Po sukcesie jej pierwszej powieści i politycznym skandalu z nią związanym, wszyscy chcieli być jak Masowska! Ja też chciałem. Zasadniczo chłopaki z polonistyki mieli do wyboru trzy ścieżki rozwoju: fantastyka, kryminał, erotyka. Ja wybrałem tę ostatnią. Ale w odróżnieniu od kolegów po fachu moim motorem napędowym o dziwo nie była wizja młodych i chętnych przyszłych fanek, ciekawych by posmakować pisarza w naturze. Moją motywacją była Masowska, gdzieś w głębi chciałem jej zaimponować, a może nawet dorównać.

Od rana, niczym pilny uczeń, czekałem na przybycie mej mentorki, temperując ołówki. Pomysły i drafty lubiłem oldschoolową metodą zapisywać na kartkach. A, gdy już siadałem finalnie do pisania, tylko klawiatura komputera nadążała za tempem moich myśli. Nie mogąc się doczekać Dominiki, w głowie rewidowałem ostatnie pomysły. Pomysł na opowiadanie to jedno, ważniejsza jest wiedza techniczna, bo czymże jest natchnienie bez rzemiosła służącego jego realizacji?

Drzwi otworzyły się gładko i do sali weszła ona. A właściwie wpłynęła, kusząco kręcąc pełnymi biodrami, dla efektu podkreślonymi opinającą spódnicą.

– Dzień dobry państwu, cóż za piękna pogoda, żeby coś nabroić. Dla wszystkich dziewic, które zagubiły się na tych zajęciach przez przypadek w kącie stoi valium, tam są drzwi ewakuacyjne, zostają tylko najbardziej odporni. Ktoś wychodzi? – klasa ani drgnęła – Wspaniale! Nazywam się Dominika Masowska, jestem pisarką porno i poprowadzę dziś dla was ten warsztat.

Usiadła na biurku, omiotła nas wzrokiem, pochyliła się lekko i zaczęła mówić, niskim, zmysłowym głosem, już nieco ciszej, intymniej. Wszyscy w pozawerbalnej, zsynchronizowanej odpowiedzi pochyliliśmy się do niej w ławkach, by nie uronić ani słowa.

– Jeśli chcecie być pisarzami erotycznymi musicie umiejętnie posługiwać się słowem. W pisaniu porno nie ma miejsca na epopeję narodową. W pisaniu porno nie ma miejsca na poezję. Jeśli wydaje wam się, że jego męskość spotyka jej kobiecość, a jego twardość wnika w jej miękkość, jesteście w błędzie. Seks to pot, sperma, wydzielina z pochwy, ślina, łzy. Seks to zapach. Seks to nie jest wzniosły powiew romantyzmu, to jest tartak moi kochani, to jest rżnięcie. Pierdolenie. Jebanie. Przecież jego moszna nie łechta delikatnie jej warg sromowych: „niczym muśnięcie skrzydeł motyla o poranku, a ona bosa w rosy, a on taki silny, niewzruszony…”. Powiedzcie mi o mężczyźnie, który ejakuluje, że jest silny i niewzruszony. Ktoś się odważy?… – zrobiła pauzę i ponownie omiotła nas wzrokiem – Seks to zrzucenie masek. Spróbujcie się przerżnąć od tyłu, zachowując zasady dobrego wychowania. Seks to nie jest dyplomacja: „czy mogę spenetrować jego ekscelencję?”. Zostawcie to poetom, albo szybko zmieńcie moduł warsztatów, jeśli uważacie, że się mylę. Seks, to jego nabrzmiały chuj na granicy eksplozji, jej stęskniona pizda. Sterczący kutas i mokra cipa, kochani. Jej dupa, jego dupa… Tylna ściana gardła i migdałki. Co tam chcecie. Ale pamiętajcie, że to nie jest sztuka finezji, to nie jest francuski balet. A jeśli już to taki od kuchni… Ze zdartą do krwi skórą, siniakami. Seks to tarcie. Pocieranie. Stukanie. Klepanie. Pisarz erotyczny musi wiedzieć, jak posługiwać się onomatopeją. Waszym zadaniem jest wzniecać pożądanie. Jeśli wasza czytelniczka się nie zmoczy, a wasz czytelnik nie dygnie, to robicie to źle. Kurewsko źle.

Słuchałem jej z zapartym tchem, chłonąc każde jej słowo. Była tak elegancka, jakby ktoś wyjął ze starych filmów Audrey Hepburn i posadził ją tu na biurku i przy całej jej elegancji z jej ust wydobywały się najwulgarniejsze przekleństwa. Jakby chciała nas wzburzyć, zniechęcić, zawstydzić. Rozcięcie jej ołówkowej spódnicy ukazywało już prawie całe, nagie udo. Z każdym poruszeniem jej włosów docierał do mnie zapach jaśminu i opium…, ciekawe jak pachniała jej pochwa? Czy była słodka, czy może piżmowa, na początku drażniąca nozdrza równie, jak jej perfumy, a potem hipnotyzująca.

– Moje ulubione ćwiczenie starter kochani – sterczący kutas. Nie piszcie mi tu poezji. Miniatura 2000 znaków czas start, poza tym pełna dowolność. Pełna. Macie pół godziny. A jeżeli nie wiecie, co zrobić ze sterczącym kutasem – wysyłam was na kurs dla poetów. – powiedziała, puszczając do nas oko.

Spojrzałem na nią i postukałem palcami w klawisze. Jej piersi kusząco wystawały z dekoltu, Masowska była diabelnie nęcącą kobietą. Momentalnie miałem erekcję. Wspaniale! Nie ma to, jak opisywać sterczącego kutasa, będąc w tym stanie. Skoro okazja nadarzyła się sama, trzeba było to wykorzystać. Popatrzyłem na nią ponownie i puściłem wodze fantazji. Uwiodę cię Dominika – pomyślałem – słowami, bo nic innego na ciebie nie działa i zacząłem pisać:

Kiedy byłem mały chciałem być poetą. Matkę martwiło, że znajdywała mnie z tomikiem wierszy Poświatowskiej zamiast Playboya. Młodością tępą i jurną dziwne odnajdywałem podniety, i gdy moi szkolni koledzy smakowali uroków koleżanek, ja trzymałem się na uboczu, obserwowałem. Nie rozumiałem, co takiego ma ta przeciwna, piękna płeć, że moi kompani szaleją, głupieją. Na mnie nie robiło to wrażenia. Aż przyszła moja szesnasta jesień i się zakochałem. I myślałem, że ten sterczący kutas rozsadzi mi spodnie. Jebany. Od tego czasu w tym temacie niewiele się zmieniło. Widzę kobietę, zakochuję się na pstryknięcie palców i do akcji wchodzi on. Dziś znów się zakochałem. Zupełnie nie miałem tego w planie, mając nadzieję, że pragmatyzm w ocenie sytuacji pozwoli mi odsunąć emocje na boczne tory. Ale mój fiut ma inne zdanie. Właściwie nie do końca jestem pewny, który z nas ostatecznie jest mózgiem tej operacji. Ale, nie po to tu przyszedłem, żeby rżnąć Masowską na biurku, przyszedłem tu po to, żeby nauczyć się pisać. Pierdolić, jeśli mnie wypieprzy z zajęć za przekroczenie jej granic, to znaczy, że napisałem to ćwiczenie dobrze.

Zerkałem na nią dyskretnie, nadal trzepiąc w klawiaturę jak opętany. W myślach moje dłonie sunęły w górę po udach Dominiki i coś we mnie diabelnie pragnęło, żebym u źródła nie znalazł tamy, tylko swobodnie płynącą rzekę jej kobiecości.

Nie będzie mi mówiła, jak mam pisać suka! Jeśli chcę być romantyczny, będę. Ze sterczącym kutasem mogę chcieć się kochać. A gdybyśmy byli w tej sali sami? Całowałbym ją tak długo aż powiedziałaby dość. I kochałbym ją równie długo….

Próbowałem się skupić na tym, co mam do przekazania, ale raz po raz rozpraszały mnie jej nogi do nieba i ta ołówkowa spódnica.

– Koniec czasu kochani! Kto się podzieli swoją miniaturą? Patryk?

Moja krtań ścisnęła się z przerażenia i przecząco pokręciłem głową. Jeszcze nie byłem gotowy, by aż tak się odsłonić. Nie przemyślałem tego, tworząc tę szaleńczą miniaturę. Zupełnie tego nie przemyślałem, bo przecież ona miała wgląd w nasze prace i wiedziała, dokładnie wiedziała, co napisałem.

– Nie? Pisarz nie może się bać dzielić swoimi fantazjami. – oznajmiła.

Omówiliśmy ćwiczenie i udaliśmy się na kawową przerwę. Spojrzenie moje i Dominiki się przecięło. Uśmiechnęła się. Jeśli miałbym się przyznać sam przed sobą, byłem nią zafascynowany od pierwszych zdań jej literackiego debiutu, a potem, gdy zobaczyłem ją na żywo, na wieczorze autorskim zakochałem się na amen. Dominika była moją skrytą fantazją. Ale moja praca jest ważniejsza niż romanse, które mogą mnie zostawić z poważnie poharatanym sercem. Owszem, dużo mógłbym się od niej nauczyć, nie tylko pod kątem pisarstwa. Masowska była ode mnie sporo starsza i bardziej niż ja doświadczona. Uwielbiałem to jej kuszące wyemancypowanie, to jak używała flirtu jako techniki do komunikacji i to, że przez bijącą od niej klasę nigdy nie była wulgarna. Przeklinała, jakby recytowała miłosne pieśni Safony. Dekadencko paliła papierosy w cygaretkach. Wiele jej można było wybaczyć. Moja pierwsza powieść na pewno będzie miała tytuł „Mentorka”.

Po przerwie wróciliśmy do swoich ławek.

– A teraz zapomnijcie wszystko, co powiedziałam wam na omawianiu porno i napiszcie mi o kochaniu… – powiedziała rozmarzony tonem – Na górze róże, na dole bez, a ja cię zerżnę jak sukę pies… – zanuciła pod nosem niegrzeczną parafrazę dziecięcej rymowanki. Wystarczająco głośno, byśmy usłyszeli.

Wybuchliśmy śmiechem.

Zerknąłem na nią, jak siadała za biurkiem. Nagle wydała mi się bardzo krucha i delikatna, niepodobna do tej, jaką od zawsze ją widziałem. Patrzyłem na nią przez chwilę w zawieszeniu, nie mogąc przestać myśleć o tym, że ułożyłbym ją w tych różach nagą…, i zerżnął ją w tych płatkach. Uśmiechnąłem się do siebie. Lepiłem zdania miniatury o kochaniu, patrząc na Dominikę kątem oka i miałem nieodparte wrażenie, że ona również raz po raz zerka na mnie ukradkiem.

Nie dostaniesz ode mnie płatków róż, bo nie tak chcę cię kochać. Nie będzie romantycznego ujęcia, bo zwierzęcość procesu przesłania mi oczy i pozwala by zmysły nabrzmiały, napęczniały aż do stopnia nieakceptowalności. Będę cię tworzył, tak jak tworzy się słowa, rzeźbił palcami twą rozkosz, znajdując swoje miejsce w delcie twoich ud. Jak zakochany kundel, głupi szczeniak, jak twój wierny pies. Aż zajdziesz mi cała za skórę, pod paznokciami i we włosach będę tobą. A ty we mnie i mną. Mówiłaś, że nie chcesz mojej poezji, że chcesz chuja tętniącego życiem, wilgotnej ziemi i słońca, więc dam ci to wszystko. W dzikim szale, w pulsującej krwi, w złości, pożądając cię jak lekarstwo i wroga, walcząc sam ze sobą o autonomiczność mnie w tobie. W beznadziei i surowo, turpicznie, niewzniośle, mistycznie – tak chcę cię kochać.

– Powiało Wojaczkiem… – wyszeptała Dominika, pochylając się nade mną. Tak skupiłem się na pisaniu, że nawet nie zauważyłem, kiedy do mnie podeszła.
– „Bądź pochwalona pochwa Twa, Madonna”. – wyrecytowałem przy jej rosnącym uśmiechu.

Krążyła jeszcze chwilę po klasie, doradzając i komentując wytwory pozostałych uczestników i uczestniczek warsztatu.

– Ok, koniec czasu moi młodzi adepci. Kto się podzieli swoim kochaniem?
– Ja się podzielę. – odparłem.

Odczytałem miniaturę, ukradkiem obserwując reakcje mojej nauczycielki. Wyraz jej twarzy był nieodgadniony. Zapewne wiedziała, że znów piszę o niej, ale tym razem nie dała temu żadnego potwierdzenia.

Omówiliśmy ćwiczenie. Spojrzałem na zegarek, stwierdzając ze smutkiem, że mój czas z Dominiką dobiegał końca. Szkoda, bo już wiedziałem, że moglibyśmy spędzić ze sobą pół nocy, prowadząc dyskusję wierszami naszych ulubionych poetów.

– Na odchodne mam dla was temat do przemyślenia. Pseudonimy. Moim zdaniem pomysł, że będziecie pisać erotykę pod innym imieniem i nazwiskiem jest po prostu słaby. Erotyka nie jest tajemnym życiem, erotyka jest życiem. Seks to życie. Rano dajcie mi znać, co o tym myślicie. Dziękuję wam za dziś, widzimy się jutro.

Sala powoli pustoszała. Nieśpiesznie pakowałem swoje rzeczy, chcąc przedłużyć czas z mentorką. Dominika podeszła do mojej ławki i z uśmiechem oznajmiła:

– Patryku, zostań chwilę proszę.

Serce waliło mi w piersi. Czy to przez te moje miniatury? Opieprzy mnie na czym świat stoi? Będzie chciała wywalić mnie z kursu za przekroczenie granic? A może… Zostawiłem rzeczy i stanąłem z nią twarzą w twarz.

– Pisanie zaczyna się w naszych fantazjach. Nie jesteś w stanie dobrze pisać o seksie w oderwaniu od własnego ciała. – powiedziała, patrząc mi głęboko w oczy.
– Przesadziłem?
– Wręcz przeciwnie… I pytanie, co zrobisz teraz?

Czy Dominika Masowska właśnie zaproponowała mi seks? Nie byłem pewny czy dobrze czytam między wierszami, czy może jednak była to moja kolejna, zupełnie nieplanowana fantazja… Z drugiej strony wiedzieliśmy, że ona to robi. Uwodzi swoich uczniów, bo uwielbia łamać konwenanse. Dokładnie tak samo, jak nadszarpnęła swym debiutem wiarygodność polskiej sceny politycznej. Dominika…

– Chcę się od ciebie uczyć. – odpowiedziałem – Nie zrozum mnie źle… Nie mogę ci się teraz oddać, bo wtedy kompletnie stracisz zainteresowanie tym, żeby mnie uczyć. Nie to żebym nie chciał, bo podzieliłem się tym, czego chcę i co bym zrobił przy całej klasie, ale twoja wiedza jest zbyt cenna, żeby w tym momencie ryzykować romans. Więc teraz, jeśli pozwolisz, zabiorę cię na obiad, spacer i deser, a ty opowiesz mi jak powstała twoja debiutancka książka.
– Mówiłeś, że chcesz się uczyć, a nie ze mną dyskutować?
– Uczyć, a teraz bez dyskusji zabieram cię na obiad.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *