Gofry

Fot. SL

Gofry

Bia Sadowska

 

Obudziłam się rano i odkryłam, że mam przemożną ochotę na gofry. Kajtek jeszcze spał po szaleństwach poprzedniej nocy, a ja byłam pieruńsko głodna. Wysupłałam się spod kołdry i zerknęłam na smaczne, pokryte tatuażami i kolczykami ciało mojego faceta. Napalona byłam swoją drogą, ale zdecydowanie bardziej głodna. Normalnie zanurkowałabym w pościeli, by obudzić go lodem – taki mieliśmy układ na weekend. Pierwsze, które wstaje, budzi drugie pieszczotami, ale nie dziś. Będziesz musiał poczekać na loda, mój bogu…

Taneczny krokiem przemierzyłam do kuchni. Chwilę pobuszowałam po szufladach i szafkach, starannie dobierając potrzebne mi składniki. Mąka, drożdże, cukier, ekstrakt waniliowy, cynamon. Świeże mleko i masło. Przystanęłam w otwartej lodówce i obracając w dłoni zimne jajko, uspakajałam gorące myśli, przypominając sobie, co żeśmy z Kajtkiem wyprawiali wczoraj w tej kuchni. Wszystkie blaty nasze i zlewozmywak też, niczym w szaleńczym seksie Glenn Close i Micheala Douglasa z Fatalnego zauroczenia… Uśmiechnęłam się do siebie.

Sobota rano to był nasz rytuał. Słodkie śniadanie i kochanie się do południa. Kilka minut zajęło mi przygotowanie ciasta. Włączyłam gofrownicę do kontaktu i nalałam na rozgrzane kafle solidną porcję ciasta. Wydrylowałam wiśnie i czereśnie, a potem postanowiłam ubić śmietanę.

– Co tak trzepiesz? – powitał mnie najzmysłowszy głos świata, a w ślad za nim poszły najzmysłowsze usta, odciskając się mocno na moim karku.

Zamruczałam zadowolona. Kajtek był jeszcze ciepły od snu. Jego dłoń momentalnie podążyła pod moją koszulkę wprost do przekłutych sutków, a druga do kolczyków w łechtaczce.

– Robię gofry kochanie. – odpowiedziałam.

– Gofry? Rób, ja popatrzę.

Stanęłam na palcach, by sięgnąć do szafki po brązowy cukier, świadoma, że mój przystojniak obserwuje, jak napinają się moje łydki i podnoszą pośladki. Usiadł na krześle i nie odrywał ode mnie wzroku.

Wyjęłam pierwszą partię wafli, ponownie nalałam gofrowej masy do gofrownicy i nastawiłam ją na trzy minuty. Oparłam się o blat i bezwstydnie patrzyłam w oczy mojego, głodnego porannych doznań, mężczyzny. Jego penis prężył się już w ciekawej dalszych działań erekcji.

Zerknęłam na miarowo przeskakujące wskazówki dużego zegara. Tik-tak. Tik-tak. Tik-tak. Kiedy walczymy na spojrzenia, żadne z nas nie złamie się pierwsze. Nasz pojedynek przerwał miarowy sygnał nastawionego czasomierza. Śniadanie prawie gotowe.

Położyłam na kratce upieczone wafle i gdy sięgałam po talerze, zauważyłam, że na półce leżał pierścień erekcyjny Kajtka. Jakim cudem zaparkowaliśmy go tutaj? Sięgnęłam po niego i obróciłam go w palcach. Masywna obręcz ze stali nierdzewnej z wygrawerowanymi czaszkami. Moja ulubiona bransoletka. Uśmiechnęłam się do siebie, witając bezwstydny pomysł. Wcisnęłam pierścień w jeszcze ciepłego gofra i wykroiłam kółko w jego wnętrzu. Dokładnie o to mi chodziło. Powtórzyłam proceder jeszcze kilka razy, a następnie krążki udekorowałam śmietaną i czereśniami, ale tak naprawdę miałam ochotę na coś zupełnie innego. Zerknęłam na Kajtka, ewidentnie odpłynął w marzenia, trzeba go przywołać w świat realny. Odwróciłam się i spojrzałam na niego przez wykrojoną w waflu dziurkę.

– O ile się nie mylę, to jest mój rozmiar. – stwierdził, czytając w moich myślach.

– To prawda. – odpowiedziałam – Zjesz ze mną?

– Chwilowo nie jestem głodny. – oznajmił i to była dokładnie ta odpowiedź, którą chciałam usłyszeć.

Postawiłam na stole pudełko śmietankowych lodów, płynną Nutellę i okrawki wypieczonych na złoto wafli. Rozsunęłam jego uda i wsunęłam gofrowy pierścień na naprężony członek. Starannie oblałam moją kompozycję orzechowym kremem, a potem sięgnęłam po łyżkę do lodów i przeciągłymi ruchami nabierałam do niej biały puch. Kajtek uśmiechnął się łobuzersko.

– Nie chcę cię martwić, ale ta gałka nie będzie się trzymać. – zauważył.

Rzuciłam mu wyzywające spojrzenie. Nachyliłam się przed nim i nałożywszy wprost na jego żołądź idealnie wyrzeźbioną kulkę, docisnęłam ją wierzchem dłoni tak, by nie spadła. Gardłowy jęk wydobył się z jego ust. Wzdrygnął się na krześle od nagłej zmiany temperatury, a ja patrzyłam prosto w zdziwione oczy, pozwalając, by lody rozpuszczały się zarówno od mojego, jak i od jego ciepła.

– Dostaniesz za to Kasja… – warknął.

– Już nie mogę się doczekać. – odparłam słodko.

Kiedy uznałam, że lód dostatecznie się rozpuścił, zjawiskowo ściekając po nasadzie penisa, pochyliłam się nad nim i przez chwilę zastanawiałam się, jak ugryźć ten temat. Kajtek siedział zniecierpliwiony, z do granic naprężoną erekcją, wyczekując mojego następnego ruchu. Choć bardzo chciałam zanurkować na nim do głębi, nie byłam w stanie teraz wziąć go do ust.

– Nie o taki rożek ci chodziło? Przesadziła księżniczka z wielkością? – spytał, parafrazując swój tekst z naszej pierwszej i jedynej randki, kiedy zobaczył moją minę, gdy kelner zaserwował mi trzypiętrową konstrukcję burgera.

Jestem przekonana, że wtedy miejsce i danie wybrał specjalnie, by zobaczyć, jak szeroko jestem w stanie rozchylić usta i jak duży kawał mięsa w nich zmieszczę. Mój niegrzeczny chłopak!

– Spokojnie, wezmę go bokiem. – powtórzyłam, puszczając do niego oko i jak powiedziałam, tak zrobiłam.

Mmm, lody, krem orzechowy i ten cudny zapach cynamonowego ciasta. Gładka skóra Kajtka pod spodem. Przesuwałam językiem po całej długości. Ssałam i pomagałam sobie lepką od rozpuszczonych lodów ręką. A gdy kulka zrobiła mi przestrzeń, odsłaniając żołądź, wzięłam go całego do ust.

– Gdybyś nie stał tak uparcie na dzień dobry, zakułabym cię w tego gofra. – mruknęłam.

– Jedz, nie gadaj. – odparł butnie.

Spojrzałam mu w oczy. Gofr przeszkadzał mi w lizaniu, więc rozłamałam go szybko. Kajtek przejął wafel ode mnie i wgryzł się w chrupiące ciasto.

– Mmm, dawno nie wyszły ci tak dobre. – stwierdził.

W odpowiedzi na tę pochwałę zassałam się na nim mocniej, upewniając się, że kulka mojego kolczyka trafia w najbardziej wrażliwe miejsca. Pieściłam go jeszcze przez chwilę, delektując się moim wybornym śniadaniem, świadoma, że Kajtek długo już nie wytrzyma. Jęknął głośno i naprężył całe ciało. W miarowym pulsowaniu wypełnił mnie sobą. Zazwyczaj nie kończył. Robił to jedynie wtedy, gdy był bardzo stęskniony lub kiedy chciał mnie nagrodzić. Nie pozwolił mi połknąć, tylko przyciągnął mnie szybko do siebie i zaczął mnie całować. Słodka mieszanka ciekła nam po brodach, skapując na moje piersi i jego uda. Roześmiałam się i wylizałam go do czysta, wyskubując z jego brody i włosów gofrowe okruszki.

– Kasja, kocham cię wariatko… – jęknął.

Przysiadłam na podłodze i wtuliwszy się w łydkę Kajtka, podgryzałam okrawki gofra i zajadałam czereśnie. Dał mi moment, żebym odpoczęła, a potem pogłaskał mnie po głowie i wziął mnie po brodę, chcąc bym na niego spojrzała.

– Najedzona? Bo książę powitałby księżniczkę.

Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową.

– Diana oczekuje, Albercie…

Podniósł mnie i posadził na szafce, ściągnął moje piżamowe spodenki i szeroko rozchylił moje nogi.

– Zrobiłaś mi smaka na czereśnie. – mruknął i wessał się we mnie.

Kuchenny blat znowu był nasz.

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *