Bzykanko przed ścianką

Rys. Agnieszka Grobelny

 

Prezentacja jesiennej ramówki mojej stacji telewizyjnej szła nader gładko. Najpierw ścianka. Jak nie ma ścianki, to nie wychodzę z domu – zaczęło chodzić jako nasz branżowy dowcip. Pozowałem, pokazując moje białe zębiszcza i mdlejcie suczki, jak zobaczycie mnie w Internetach. Wasz, czarny jak smoła bad boy stand upu, Kay Bamidele poleca wybielającą pastę do zębów!

Maja, nasza urocza pogodynka, zerknęła na mnie rozbawiona. Obydwoje byliśmy nowi w tej stacji. Jeszcze na etapie obwąchiwania się nawzajem choć, wiedziałem, że z tego będzie coś więcej. I na razie nie interesowała mnie jeszcze głębia tego więcej, bardziej interesowała mnie głębokość.

Przywitałem się z kumplami, uścisnąłem dłoń producentowi, ktoś przedstawił mi trzy niesamowicie apetyczne damy. Kolejne trzy przedstawiły się same. Tak to jest, jak zaczynasz być rozpoznawalny, ciągle ktoś coś od ciebie chce. Zdjęcie, autograf, pomysł na nowy gag albo zupełnie bez pardonu zaciągnąć cię do łóżka. Takie czasy.

Majka zerkała na mnie raz po raz. Wiedziałem, że nie podejdzie pierwsza, że będzie czekała, aż wybiorę ją spośród innych, chcących zwrócić moją uwagę, obecnych tu pań. Podobało mi się to, że oddaje mi inicjatywę. Dziś na salonach to się zdarza coraz rzadziej. Zaraz do niej podejdę, jeszcze tylko chwilę się z nią podrażnię. Pech chciał, że zabawiony rozmową, w pewnym momencie straciłem Maję z oczu. O ile sam mogłem flirtować, o tyle niedopuszczalne było, żeby skradł mi ją ktoś inny. Przeprosiłem podziwiające moją egzotyczną urodę kobiety i udałem się na poszukiwanie.

Moja drobna pogodynka stała przy podświetlonym na niebiesko barze, wśród kompozycji z egzotycznych kwiatów, w swoich fluorescencyjno-różowych szpilkach i neonowo-pomarańczowej sukience. Hebanowe włosy opadały swobodnie na jej ramiona, kończąc się równym cięciem tuż nad jej pośladkami. Wyglądała dziś bardzo ponętnie. Flirtowała z barmanem i czekała na swojego drinka. Niczym lew na sawannie skradłem do niej od tyłu.

– Nieładnie tak atakować bezbronną ofiarę. – mruknęła, czując moją obecność.

– Gazela schwytana przy wodopoju. – odparłem – Dla mnie to samo, co pije pani.

– Kayode.

– Maju.

Popijając nasze kolorowe drinki, dyskutowaliśmy przez chwilę o pogodzie i poziomie polskiego stand upu. Taki, przepowiadający zbliżającą się burzę, small talk.

– Zaprosisz mnie w końcu na randkę? – spytała, zniecierpliwiona.

Kiwnąłem głową. Mijaliśmy się na korytarzach już jakiś czas i za każdym razem, kiedy ją widziałem, moje myśli galopowały w wizje, co bym jej zrobił tu i teraz, gdybym miał nieco więcej odwagi. Ciekaw, czy ona myślała o mnie tak samo?

– Majka, zanim się ze mną umówisz, ja ci coś muszę pokazać… – zacząłem.

– Ok.

– Chodź ze mną. – wziąłem ją za rękę i zaciągnąłem w miejsce, gdzie mogliśmy być sami.

Był powód, dla którego pojawiałem się na salonach sam. Dziewczyny uwielbiały mnie z oddali, bo bliskość ze mną bywała problematyczna. Majka była filigranowa i ten fakt dodatkowo zwiększał moje obawy.

– O cholera! O cholera! – powtarzała, kiedy wsuwałem jej dłoń w moje spodnie – Ja wiem, że jesteś urodzony w Polsce, ale z tą pałą z czarnego lądu, to żeś mimo wszystko przesadził… – wyszeptała, nie kryjąc zdumienia – Dam radę. Ten temat da się ogarnąć. – powiedziała, jakby samą siebie chciała przekonać.

– Ni-ge-ria ba-by… – wysylabizowałem, nie kryjąc dumy – I mamy za sobą pierwszy sukces, nie uciekłaś z krzykiem.

– Ja pierdzielę, ty się w gumkę nie zmieścisz… – Maja, jeszcze nie pozbierała się po objętościowej zawartości moich spodni, ale co było ciekawsze wcale mnie nie puściła, tylko skrupulatnie badała nieprzyjaciela, któremu coraz bardziej podobały się te manualne testy.

– Będzie mi ciasno, ale się zmieszczę. Plus ty i tak nie weźmiesz całego…

– Hej! Nie wiem czy mam się obrazić, że przed pierwsza randką w ogóle podejmujesz ten temat, czy dlatego, że mówisz, że nie dam rady! – oznajmiła, wyjmując dłoń z moich bokserek i odsunęła się ode mnie o krok, udając obrażoną.

Pokręciłem głową z niedowierzaniem i przyglądałem się jej przez chwilę. Chciałem ją mieć tu i teraz. Landryneczka do zjedzenia.

– Chcesz dziś sprawdzić? – spytałem, powoli wypowiadając wyrazy.

Oblizała wargi, patrząc mi głęboko w oczy.

– Ma to sens. Zobaczymy, czy mamy po co się umawiać… – urwała i tym razem to ona pociągnęła mnie za sobą.

– Tu? – zaoponowałem – W gąszczu fotoreporterów? Ty chcesz, żebyśmy pracę stracili?

– Daj spokój, jestem za cenna dla naszej stacji. Telewidzom staje nawet, kiedy prognozuję opady. Chodź do mnie czekoladowy chłopaku.

Uśmiechnąłem się. Na kiwnięcie palca mogła mieć tu każdego, ale wybrała mnie. Patrzyłem na nasze odbicia, kiedy prowadziła mnie przed sobą lustrzanym korytarzem – filigranowa, słodka brunetka w neonowej sukience i ja, czekoladowa, prawie dwumetrowa bestia.

W głębi ogrodu była oranżeria. Ukryliśmy się pośród kwitnących pomarańczowych drzewek, szumiących fontann i wielobarwnych papug. Majka posadziła mnie na ławeczce, uśmiechnęła się i z dekoltu sukienki wyjęła gumkę.

– Niegrzeczna landrynko. Mam nadzieję, że masz ich więcej… – mruknąłem.

Zsunęła z siebie różowe, koronkowe majtki i usiadła mi na kolanach. Jak dziewczynka, grzecznie, bokiem, uda trzymając zamknięte. Obróciłem ją tyłem i rozsuwając moje nogi, tak że zgrabnie zsunęła się pośladkami na brzeg ławki, otworzyłem jej uda, blokując jej kostki na swoich łydkach. Wsunąłem dłoń pod jej podwiniętą sukienkę. Przywitał mnie gładki wzgórek łonowy, gładkie wargi, wilgoć i gorąc buchający z głębi. Przesunąłem palcem po jej łechtaczce. Mruknęła słodko. Diabelnie mokra pogodynka-landrynka.

– Kay…

– Aha?

– Zrób mi dobrze, a potem mnie zerżnij.

Westchnęła głośno, kiedy wsunąłem w nią palce. Im bardziej się w nią zagłębiałem, tym bardziej docierało do mnie, jak bardzo była mnie spragniona. Moje dłonie czarowały na wzniesieniu i w jaskini jej miłości. Nacisk na punkt G powodował rozkoszne pomruki.

Wstała i patrząc mi głęboko w oczy, włożyła mi gumkę. Zrzuciła szpilki i usiadła na mnie tyłem.

– Jesteś za daleko. – zaprotestowałem natychmiast – Chcę czuć cię całą, nie tylko twoją pochwę. Chodź bliżej…

Usiadła na mnie okrakiem, opuszczając się powoli na mojego penisa. Sprawdzając, ile jest w stanie wziąć i czy będzie w stanie przyjąć mnie całego. Przycisnąłem ją mocno do siebie. Wycisnąłbym z jej sukienki te nieduże, ale soczyste piersi, rozebrałbym ją do naga, by czuć na sobie jej skórę, ale quickie w oranżerii, na firmowej imprezie to nie były warunki do intymności. Potrzebowaliśmy dojść, teraz, szybko. Pomagałem jej, podrzucając ją na kolanach. Po chwili jęczała wtulona w moją szyję. Jej mięśnie pulsowały na mnie miarowo, prowadząc mnie do finiszu. Skończyłem, szepcząc jej imię. Spojrzała na mnie, wyglądała jak w alkoholowym upojeniu, ale była upojona jedynie mną.

– Fajnie dochodzisz… – mruknąłem.

– Chodź, muszę jeszcze udzielić wywiadu. – odpowiedziała.

Doprowadziła się do porządku i powstrzymała mnie, kiedy chciałem wstać.

– Poczekaj chwilkę. Nie możemy wyjść stąd razem…

Kiwnąłem głową. Obydwoje żyliśmy dobrze z fotoreporterami, ale okazja czyni sensację. Pozwoliłem Mai wyjść i dałem sobie chwilę na otrzeźwienie. Kiedy wróciłem do głównej sali, moja landrynka w najlepsze rozmawiała z dziennikarzami. Patrzyłem na nią z oddali i momentalnie znów miałem erekcję.

– Możemy stąd iść? – spytałem, kiedy skończyła.

– Uhm. – mruknęła i wyciągnęła telefon, żeby zamówić taksówkę – Daj mi pięć minut.

Odczekałem chwilę, po czym po angielsku ulotniłem się z imprezy. Szedłem za nią krok za krokiem, tak żeby nie przyłapali nas paparazzi, po czym wsiadłem do tej samej taksówki, co ona.

– Do domu pani Maju? – spytał kierowca.

– Tak panie Mieczysławie.

Nie spojrzała na mnie ani razu, ale mocno ściskała palce dłoni na moich. Obserwowałem ją dyskretnie i byłem coraz bardziej podniecony. W oranżerii obydwoje silnie powstrzymywaliśmy nasze żądze. Zastanawiałem się, co się wydarzy, kiedy za moment wybuchną one ze zdwojoną siłą. Po kilku minutach drogi dojechaliśmy na Mokotów.

– Bądź grzeczny, jeszcze przez chwilę. – mruknęła z uśmiechem i poprowadziła mnie do ekskluzywnego apartamentowca.

Kiwnąłem głową, świadomy, że tu, na każdym kroku, czyhają na nas zainstalowane dla zwiększenia bezpieczeństwa mieszkańców kamery.

– Możesz przestać być grzeczny. – oznajmiła, zatrzaskując drzwi swojego mieszkania.

Czekałem na ten komunikat już dobrych kilka godzin. Wziąłem ją na ręce i roześmianą zaniosłem do sypialni. Wreszcie, bez stresu, że nasze fotki trafią do Internetu, mogliśmy się rozebrać do naga. Choć bardziej przypominało to zrywanie z siebie ubrań w zwierzęcym akcie łóżkowego szaleństwa. I kiedy nasze wybrane przez stylistów na ten event stroje leżały już na podłodze, a my tuliliśmy się mocno do siebie, Maja, zerkając w pełnym świetle i pełnej krasie na mojego penisa, mruknęła:

– Nie myślałeś o karierze w porno?

– Nie… Jestem skrajnym monogamistą Majka. Co najwyżej możemy nakręcić seks taśmę, jak mnie ładnie poprosisz…

Spojrzała na mnie z takim wyrazem twarzy, że przez moment byłem prawie pewny, że się nad tym zastanawia.

– Zanim zostanę twoją Kim Kardashian, kochany, musisz mi pokazać, co potrafisz. – odparła.

Zawisła wypiętymi pośladkami, tuż przed moją twarzą, kiedy sięgała do szuflady po gumki. Wtuliłem się w jej otwartą dla mnie kobiecość, liżąc ją i całując zwierzęco.

– Kay… Uh… Kay… – mruczała, ocierając się o mnie jak kotka.

Odpowiednio długa gra wstępna przy moich gabarytach miała ogromne znaczenie. Kiedy miałem już pewność, że Maja jest na mnie gotowa, położyłem ją na łóżku i złapałem się na tym, że miałem opory, żeby położyć ją pod sobą.

– Nie bój się, nie zgnieciesz mnie. – mruknęła, przyciągając mnie do siebie i zaczęła mnie całować.

Wycałowywałem ścieżkę na jej żuchwie, przez szyję, schodząc aż do jej dekoltu i tych soczystych piersi. Wreszcie mogłem się w nie wgryźć, smakować jej skórę. Wreszcie miałem czas, by się nią delektować.

– Wejdź we mnie, chcę cię w środku. – poprosiła, wyciągając do mnie ręce.

Wsunąłem się w nią najdelikatniej, jak mogłem, z największą uważnością obserwując jej reakcje.

– Możesz puścić. – wyszeptała – Nie zrobisz mi krzywdy Kay. Nie musisz na mnie aż tak uważać.

Uśmiechnąłem się do niej i poczułem, jak się rozluźniam. Przywarła mocno do mojego ciała i mnie pocałowała. Jej biodra wychodziły naprzeciw moim biodrom. Nadziewaliśmy się na siebie coraz głębiej i silniej. Myślałem, że zwariuję ze szczęścia, widząc zadowolenie na twarzy Majki. Pomrukiwała rozkosznie, raz na jakiś czas szepcząc moje imię. Moje płytkie pchnięcia wyzwoliły jej orgazm.

– Kayode! Przyspiesz! – warknęła i czułem, jak drżała pode mną w ekstazie.

Jęczała, wtulona w moją szyję, kiedy klepałem ją niemiłosiernie. Ależ ona była fajna. Zaczepna. Frywolna. Było mi z nią dobrze. Poczułem, że dalej już nie dam rady, że muszę skończyć, bo wybuchnę. I eksplodowałem, patrząc w zamglone oczy Majki.

Daliśmy sobie moment i zaczęliśmy od początku. Chciała od tyłu, więc płynnie przeszedłem przez ulubione konfiguracje, świadomy, że w ten sposób mogę więcej.

– Nie oszczędzaj mnie Kayode. – mruknęła, zerkając na mnie przez ramię.

Uśmiechnąłem się i oplotłem ją mocno ramionami. I pierdoliłem ją tak, że ciekawy byłem, kiedy poprosi, bym jednak zwolnił i złagodniał. Moje pchnięcia przeszywały jej rozognioną szparkę jak sztylety. Majka krzyczała z twarzą wtuloną w poduszkę, by nie alarmować sąsiadów. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio brałem udział w tak pierwotnym akcie. Pochwa Mai zaciskała się wokół mnie kompulsywnie. Ryknąłem głośno, nie mogąc tego już znieść ani chwili dłużej. Moja pogodynka niczym wiosenna ulewa, wypompowała mnie ze wszystkiego, co mogłem jej dać.

Po drugiej rundzie potrzebowałem moment odpoczynku. Mojej damie nie bardzo było to w smak i kręciła się niespokojna przy moim biodrze.

– Kochanie, daj mi chwilkę, proszę.

Odpoczywaj, ja się tylko nim pobawię. A jak już będziesz gotowy, jestem tutaj. – wyszeptała, patrząc mi uwodzicielsko w oczy.

Kiedy stanąłem ponownie pod upartym naporem działań jej dłoni, Maja przyłożyła swoje drobne przedramię do mojego penisa. Były dokładnie tej samej długości.

– Hmm, niech zgadnę, nosisz 35,5? – mruknąłem.

– Będziesz miał inspirację do nowych żartów. – odparła, pieszcząc mnie dalej i wsunęła mnie do ust.

Zamknąłem oczy, bo chciałem ją tylko czuć. Jej słodkie wargi, jej język czyniące magię na moim członku. Przesuwała po całej długości, jakby postawiła sobie za priorytet wziąć mnie całego i wzięła. I kiedy mój czubek dotknął tylnej ściany jej gardła, poczułem dumę i Maja z taką samą satysfakcją zerknęła na mnie, jakby mówiła mi „zrobiłam to, wcale nie jesteś ponad moje możliwości Kayode, raczej jesteś mi szyty na miarę.” I cholera poczułem się Królem Lwiej Skały.

Dłużej nie wytrzymałem tych pieszczot, potrzebowałem znów być w niej, znów wypełniać ją sobą. Maja wiła się w moich ramionach, śmiała. Sposób, w jaki przeżywała orgazmy, wysyłał mnie na orbitę. Nigdy jeszcze nie widziałem, czegoś takiego. Jej całe ciało było wyczulone na moje działania. Poddawała mi się i walczyła ze mną zarazem. Drapała mnie po plecach i gryzła płatek mojego lewego ucha. Znaczyła mnie zębami, paznokciami, jak sobie podległe terytorium, nadając naszemu spotkaniu ten zwierzęcy sznyt.

– Na dziś mam dość. – mruknęła, kiedy skończyliśmy się kochać po raz piąty, zresztą sam już nie wiedziałem, który raz, bo straciłem rachubę – Chcesz wody?

Kiwnąłem głową.

– Strasznie jesteś duży… – oznajmiła, wracając po chwili – Ale umówię się z tobą, jeśli mnie poprosisz.

– Jutro wieczorem kolacja? – spytałem.

– Jutro rano śniadanie. – odpowiedziała z uśmiechem, oplatając się do snu moim ramieniem.

Po śniadaniu, umówiłem się z nią na wieczór i zaczęliśmy się spotykać, ale podjęliśmy decyzję, że utrzymujemy nasz związek w tajemnicy. Szum medialny wokół naszych karier był już wystarczająco duży, chcieliśmy mieć chociaż pozory spokoju w życiu prywatnym. Choć za każdym razem, kiedy wpadaliśmy do pustej reżyserki uprawiać ognisty seks na konsolecie, obiecywaliśmy sobie, że to już ostatni kompulsywny raz. W końcu nas kiedyś przyłapią i tyle będzie z utrzymywania naszego sekretu.

***

Przed prezentacją ramówki wiosennej umówiliśmy się u Mai w apartamencie. Czekała na mnie w kuchni, popijając wino, niezadowolona, że znów nie będziemy mieć czasu tylko dla siebie. Z wyprzedzeniem zaplanowaliśmy dziś tak, by w końcu spędzić kilka godzin wspólnie. Ostatnio w ogóle nie mogliśmy zgrać naszych terminarzy, by porządnie pobyć razem, a tu, jak na złość, mój pociąg powrotny z Krakowa utknął w szczerym polu i spóźniłem się z kretesem. Do tego to nasze ukrywanie doprowadzało nas obydwoje do szału. O ile łatwiej byłoby nam wygospodarować czas na randki, gdybyśmy się nie ukrywali przed światem!

– No wreszcie jesteś, chyba jechałeś przez Szczecin… – przywitała mnie nad wyraz chłodno.

Podszedłem do niej nawet się nie rozbierając i przycisnąłem ją do parapetu. Odsunęła mnie delikatnie, przekręcając tyłem moją czapkę z daszkiem. Uklęknąłem przed nią, zadarłem jej spódnicę i zacząłem ją lizać. Boże, jak ona zajebiście smakuje! Boże, jak ja się za nią stęskniłem! Moje dłonie podążyły po jej udach.

– Ręce umyj, infekcji dostanę i tyle będzie z tego twojego palcowania! – usłyszałem. Pouczyła mnie Ok., była naprawdę zła – Zresztą musimy już wychodzić, bo się spóźnimy na joba. – mruknęła.

– Za moment. – odpowiedziałem, szybko umyłem ręce i uklęknąłem przed nią – Orgazm i wychodzimy.

Spojrzała na mnie niezadowolona, kiedy rolowałem jej spódnicę do góry, ale poddała się moim działaniom.

– Stęskniłaś się, wiem. Nie chciałem się spóźnić. Przepraszam. Wynagrodzę ci to.

Wsunąłem w nią palce i z determinacją przesuwałem po jej punkcie G. Na ogół dochodziła momentalnie, dziś jakby nie chciała dać mi tej satysfakcji.

– Dojdź. Dochodź… No teraz się wkurwiłem.

Wstałem i posadziłem ją na parapecie kuchennego okna, silnie rozwierając jej uda, przyciskając jej kolana do klatki piersiowej. Rozpiąłem spodnie i wcisnąłem się w nią.

– Musimy już iść Kayode.

– Przecież nie spóźniłem się specjalnie… – wycedziłem.

– Chodźmy. – Maja odsunęła mnie od siebie, poprawiła spódnicę i zarzuciła na ramiona ramoneskę.

Zapiąłem spodnie i podążyłem za nią momentalnie. Parking tonął w mroku, przy wątłym świetle oddalonych latarni. Maja z swoich ultrawysokich, czarnych szpilach przemierzała uważnie chodnik.

– Gdzie stoisz? – spytała, nie mogąc dojrzeć mojego samochodu.

– Tu. – odparłem, prowadząc jej dłoń do mojego krocza.

Całkowicie zignorowała moje przekomarzania, wyjęła mi z dłoni kluczyki i odblokowaniem zamka, znalazła mojego wierzchowca.

Usiadła na siedzeniu kierowcy i bez słowa zawiozła nas na miejsce. Nie było lepszej definicji na „nie jestem w nastroju”. Zaparkowała przed klubem i chciała wysiąść.

– Poczekaj, 5 minut nas nie zbawi. – powiedziałem, łapiąc ją za rękę. Chodź do mnie. Majeczka, proszę. Kocham cię bardzo, nie chciałem się tak spóźnić! Wybaczysz? – skomlałem, jak wygłodniałe afektu matki szczenię – Mam potworną, potworną erekcję… – dodałem ciszej.

Majka przewróciła oczami i zatrzasnęła drzwi mojego Mustanga. Poczekała, aż rozepnę dla niej spodnie i mnie dosiadła. Pierdoliliśmy się szybko. Jeśli nas teraz przyłapią… Bad boy stand upu i pogodynka. Tego nam nie darują. Będzie na Pudlu. Właściwie to powinienem kupić Mai pudla. Czarnego. Wyglądalibyśmy osobliwie na spacerach. Ja czarny. On czarny. I Majka w sumie też czarna…

– Kończ Kayode. – szepnęła.

Posłuchałem się grzecznie mojej damy i skończyłem, jęcząc.

– Wytrzyj się i chodź. – podałem jej ze schowka chusteczkę.

– Czuły i romantyczny. – mruknęła.

– Przepraszam… A może się nie wycieraj? Zrobisz nigeryjski opad na czerwony dywan?

– Kayode?!

– Daj… – wyszeptałem czule, żeby ją udobruchać.

– I jak mnie wycierasz?! Mmm, no i mam po tobie plamę… Dziękuję, doceniam twoje autografy Bamidele.

– No co? Tak się kończy ruchanko przed ścianką. – oznajmiłem – Żeby nie zauważyli tej plamy, zrobimy nasz coming out. Myślę, że to już najwyższy czas.

– Tak? Już się nie będziemy ukrywać przed paparazzi i tabloidami? – przekomarzała się ze mną.

– Już nie. Niech nas widzą, focą i obgadują!

– Jesteś pewny?

– Tak Maja, jestem pewny.

– Dobrze.

Wysiadłem pierwszy i otworzyłem mojej damie drzwi. Objęci weszliśmy do ogrodów Endorfiny. Ostatnie zerknięcie na czerwony dywan, ściankę i na siebie. Podjęliśmy decyzję. Nie chcieliśmy się już dłużej ukrywać.

– Kayode, Maju! Tutaj! Tutaj! Kay! Maja! – krzyczeli fotoreporterzy, a ja tuliłem mocno moją świeżo zerżniętą i świeżo pozyskaną dziewczynę.

A potem ją całowałem, a potem ona całowała mnie.

Szok! Landrynkowa pogodynka i czekoladowy chłopak stand upu parą! – przeczytaliśmy nazajutrz w gazetach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *