Deszczowy wieczór

Fot. Sylwia Lejman

 

Deszczowa pogoda i chłód na dworze sprawiły, że wieczorne wyjście z domu nie było tym, o czym aktualnie marzyłam. Były natomiast idealną wymówką by, tym razem, wyjątkowo, nie spotkać się z grupą znajomych z pobliskiego miasteczka, którzy od kilku dni namawiali mnie na wieczór karaoke, suto zakrapiany domowym bimbrem. Niczym odpowiedź na moje niewypowiedziane prośby, oberwanie chmury, jakie przeszło w nocy nad Bieszczadami, rozmyło drogi. Te wyżej położone, a w tym i ta prowadząca do mojego domu, wyglądały jak górskie potoki. Wydostanie się z prywatnego odludzia, które pieszczotliwie wszyscy zwali Hedomem, graniczyło z cudem.

Głusza, w jakiej mieszkałam, miała swoje wielkie plusy, a odcięcie od świata w tym przypadku było zbawienne, bo mogłam w spokoju popracować.

Ulewa sprawiła, że nie musiałam się zbytnio tłumaczyć. I, mimo że znajomi ubolewali, że dziś nie będę bawić ich śpiewając „Babę zesłał Bóg”, nie mieli mi nieobecności za złe.

Dobrze się złożyło, bo miałam spore zaległości w pracy i musiałam dokończyć redakcję kolejnej powieści erotycznej pewnej pisarki. Kobiety o ogromnej wyobraźni, która przyciągała swoim magnetyzmem rzesze adoratorów obojga płci, a swoją fantazją zdobywała czytelników. Książkami rozpalała zmysły, sprawiała, że w trakcie lektury czerwieniły się nawet dziwki, zaczytując się w niej z wypiekami na twarzy.

Miała cudowne, duże piersi i tyłek, w który miałam wielką ochotę dać klapsa za każdym razem, jak się widziałyśmy. Gdyby nie nasze biznesowe kontakty i kontrakt, który nas łączył, zrobiłabym wszystko, by ją zaciągnąć do łóżka. I nie tylko do łóżka, bo wciąż w myślach pieprzyłam ją na każdy możliwy sposób i w każdym, nawet najbardziej zwariowanym miejscu. Wiedząc, jaka jest w kontaktach z ludźmi, podejrzewam, że zbytnio by się nie opierała, ale musiałabym się nieźle napocić, żebym to ja wiodła prym w zabawach w sypialni. Na nasze nieszczęście, obie uważałyśmy, że nie wolno sypiać z tymi, z którymi się pracuje. Bo nawet najlepszy seks może spieprzyć zajebisty układ.

Czekał mnie zatem idealny wieczór, z dala od świata, w sam raz, by nadrobić trochę pracy. Terminy goniły, a ja ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu, by zabrać się na poważnie za redakcję manuskryptu.

Rano, tak bym nie musiała się rozpraszać w trakcie redagowania, przygotowałam sobie w moim kąciku przy kominku wszystko co potrzebne. Na dywanie stał niewielki stolik, a na nim popielniczka, papierosy, zapalniczka, a także butelka z płynnym  szczęściem, czyli piętnastoletnim tokajem oraz kieliszek. Jeśli chodzi o pracę, jak każdy przyzwoity redaktor, miałam swoje małe przyzwyczajenia. Zawsze musiałam mieć nieodłączne ekstra mocne, jak w wierszu Waligórskiego i to konkretne wino.

Ogień trzaskał, hipnotyzując, a delikatna muzyka wprawiała mnie w doskonały nastrój. Cicho podśpiewując, sprawdziłam, czy wszystko mam w zasięgu ręki i w końcu usiadłam na miękkim dywanie. Oparłam się o mój ukochany fotel, który był schedą po babci, a przez to najcenniejszą pamiątką, nadgryzioną zębem czasu. Wzięłam do ręki pornotomiszcze, otworzyłam je tam, gdzie skończyłam poprzednim razem, na rozdziale trzynastym i sięgnęłam po ulubionego Parkera z białego złota, inkrustowanego platyną. Oczywiście z atramentem w kolorze czerwonym. Używałam go do notatek tylko i wyłącznie w trakcie korekty, i to tylko w przypadku tej jednej autorki. Dała mi go w prezencie po tym, jak wydała swoją pierwsza powieść, którą miałam przyjemność przygotowywać do druku. Oj tak, to była przyjemność. Fizyczna, bo każdy czytany rozdział pobudzał mnie i sprawiał, że robiłam się mokra. A to rozpraszało mnie bardzo i nie mogłam się skupić na pracy. Do dziś z uśmiechem wspominam, że nie potrafiłam się zdystansować, wyłączyć emocji i każdy rozdział musiałam czytać dwa, jak nie trzy razy, zanim udało mi się wyłapać wszystkie drobne niedoskonałości. Dodatkowo musiałam, co jakiś czas przerywać lekturę, bo nieznośne mrowienie między moimi nogami i wilgotniejąca szparka sprawiały, że jedyne, o czym myślałam to to, jak szybko dobrać się do szuflady z pokaźną kolekcją zabawek.

Wściekłe łomotanie do drzwi oderwało mnie od pracy. Nerwowo, jakby ktoś bardzo nie chciał być na dworze w tę pogodę. „Nie ma się czemu dziwić” – pomyślałam, patrząc na szalejącą burzę za oknem. Odłożyłam manuskrypt i odstawiłam kieliszek, niechętnie, bo wciąż myślami byłam przy opowieści o dominującej i wyuzdanej księżniczce.

Odgarniając niesforny kosmyk czerwonych włosów i zawiązując ciaśniej pasek lekkiego, kusego szlafroka, podeszłam do drzwi i wyjrzałam przez Judasza. Na wąskim ganku, który wcale nie osłaniał od zacinającego deszczu, stała kompletnie przemoczona młoda para.

– Och cholera – mruknęłam i wyobraziłam sobie, jak musieli być zziębnięci w tych ciuchach. Otworzyłam drzwi i zrobiłam miejsce w przejściu. Momentalnie napadało do sieni, a wiatr wtargnął do mieszkania, podrywając po drodze skraj mojej podomki. Chwyciłam ją mocno dłonią i przycisnęłam do ud. – Wchodźcie! Pogoda taka, że psa z domu szkoda wygnać, a wy wyglądacie, jakbyście do jeziora wpadli.
– Dziękujemy – powiedziała kobieta. Jej ciemne włosy, mokrymi strąkami przylepiły się do twarzy.  Kropelki wody spływały po jej policzkach, brodzie i dekolcie.– Samochód nam się zepsuł, telefon rozładował, a pani dom jest pierwszym, na jaki trafiliśmy po niemalże godzinie wędrówki. Że też coś nas podkusiło, żeby jechać w podróż poślubną na taki wygwizdów, gdzie psy dupami szczekają.

To stwierdzenie wywołało u mnie uśmiech, bo sama kiedyś uważałam, że takie zapomniane przez Boga miejsca to zło. A teraz, od jakiegoś miesiąca, chwaliłam sobie tę ciszę i spokój, naturę i brak wścibskich oczu sąsiadów.

– Ewa! – syknął mężczyzna, otwierając szeroko oczy. Jego zielone spojrzenie wyrażało zakłopotanie.

– Spokojnie – uśmiech nie schodził mi z twarzy. Taki temperament u kobiet lubię, więc nie przeszkadzało mi, że Ewa nie była speszoną, spokojną kobietką tylko od progu pokazywała, że nie boi się mówić. Miała pazur. – Ja też tak uważałam, póki tu nie zamieszkałam. Każde miejsce ma swoje złe i dobre strony. No, ale nie stójmy w korytarzu. Zapraszam do środka. Rozgośćcie się, a ja pójdę zrobię herbatę.

Poprowadziłam ich do salonu oddzielonego od kuchni marmurową wyspą. Poszłam wstawić wodę, a oni stanęli przy kominku i grzali dłonie. Wyglądali, jak obraz nędzy i rozpaczy.

– Mówmy sobie po imieniu, dobrze? – spytałam, nalewając wodę do czajnika – Nie lubię zbytnich formalności. A wy jesteście pewnie mniej więcej w moim wieku – oboje z uśmiechem pokiwali głowami. Odstawiłam czajnik na blat i podeszłam do nich, wyciągając dłoń najpierw do kobiety, później do mężczyzny. – Dorota.

– Ewa.

– Paweł.

– Dobrze, skoro mamy już za sobą część oficjalną, wybaczcie mi mój nieoficjalny strój. Miałam spędzić samotny wieczór pracując – gestem dłoni wskazałam na książkę i pióro leżące na stoliku. – Postaram się coś dla was znaleźć do przebrania, choć możliwości mam ograniczone. Sprowadziłam się tu niedawno i nie wszystko jeszcze przewiozłam. Wysuszycie się, ogrzejcie przy kominku, i zaraz wypijemy gorącą herbatę lub drinka i opowiecie mi swoją historię.

– Drinka – z nadzieją w głosie powiedziała Ewa, a Paweł skinął głową.

Zostawiłam młodą parę w salonie, a sama, myśląc co im dać do ubrania, skoro dysponuję ledwie kilkoma ciuchami i to damskimi w rozmiarze M/L, poszłam na górę do sypialni. O ile nie miałam problemu ze znalezieniem dla kobiety jakiejś sukienki, o tyle mężczyźnie mogłam zaproponować jedynie krótki szlafrok, podobny do tego, jaki sama miałam na sobie. W nic innego by się nie zmieścił. Lepsze to niż mokre ubranie, które miał na sobie.

– Tu macie ręczniki i coś do założenia. Wybaczcie mały wybór. W korytarzu po lewej jest łazienka, tam możecie się przebrać i wziąć prysznic, jeśli macie chęć. Chociaż na razie nie polecam. Piec dopiero zaczął działać, więc ciepła woda będzie dopiero za jakąś godzinę.

Wzięli ode mnie ubrania, które przyniosłam i wymienili spojrzenia. Wyglądali tak, jakby zastanawiali się, czy nie lepiej byłoby się zamienić. O ile sukienka była długości do połowy łydki, o tyle szlafroczek był bardzo krótki. Bardzo. I to Pawła chciałam w niego ubrać.

Zostawiłam ich samych i ruszyłam znów za kuchenną wyspę. Zaparzyłam dzbanek aromatycznej herbaty, na wypadek, gdyby jednak chcieli się jej napić. Gdy szykowałam filiżanki, słyszałam jak bez słowa się rozbierają. Widocznie nie chciało im się szukać łazienki. A może niewielkie lustro zawieszone nad blatem, przy którym stałam, wcale im nie przeszkadzało. Nie mogłam się powstrzymać przed spoglądaniem na nich. Obserwowałam, jak zdejmują przemoczone ubrania, jak ich skóra lśni w iskrzącym świetle świec i kominka. Wstrzymałam oddech, patrząc, jak Paweł unosi koszulkę, ukazując płaski brzuch i te cudowne wcięcia, idące od bioder ku pachwinom. Tak, ten widok pobudził moje zmysły. Chociaż nie, one już wcześniej szalały przez moją pracę. Fakt, że jestem redaktorką literatury erotycznej sprawia, że moja wyobraźnia bardzo często wędruje w różne wyuzdane rejony. Na tyle często, że pokaźna kolekcja zabawek erotycznych w mojej szufladzie co i rusz wzbogaca się o nowe, coraz wymyślniejsze egzemplarze. Ale teraz moje zmysły zostały dodatkowo pobudzone widokiem męskiego apetycznego ciała. „Dorota, opanuj się. Młoda para, młoda para” – powtarzałam sobie w myślach, jednocześnie planując podsunięcie mojej ulubionej pisarce tematu na nowe opowiadanie.

Ze starej dębowej szafki, wyjęłam trzy szklaneczki, a potem ze spiżarni przyniosłam butelkę wódki, karton soku pomarańczowego i domową nalewkę malinową dla podkręcenia smaku. Szybko przygotowałam wódkę Sunrise, w ostatniej chwili rezygnując z dorzucania do niej lodu. Niewielką tacę, postawiłam na niskim stoliku kolo kanapy.

– Mili goście. Herbata czeka, ale myślę, że to rozgrzeje was lepiej. Dolewki są przewidziane, proszę się nie krępować.

Obydwoje chętnie sięgnęli po pełne szkło, po czym usiedli.

Paweł wybrał miejsce na fotelu obok kominka. Był trochę spięty. Dłonie, a w nich szklankę, trzymał, niczym pensjonarka, na złączonych kolanach. Ewa siedziała po turecku na podłodze, na niewielkim dywaniku bliżej ognia, a luźna sukienka osłaniała jej stopy. Obserwowała płomienie, popijając drinka. Usiadłam niedaleko niej, na niskiej pufie, czując przyjemne ciepło kominka grzejące moje plecy. Zamoczyłam usta w szklance, upiłam mały łyk, a słodkie soki przemieszane z mocną wódką przyjemnie rozlały się po moim gardle.

Ciekawe, gdzie by doszli, gdybym nie została dziś w domu. Który sąsiad, by ich wpuścił? W tych okolicach ludzie są trochę nieufni.

– Mieliśmy dotrzeć dziś do hotelu – Ewa zaczęła cicho, nim zdążyłam o cokolwiek zapytać. Czuć było pretensję w jej głosie – Pogoda miała być piękna, więc zdecydowaliśmy, że podróż poślubną odbędziemy w kraju. Wyjedziemy w nasze piękne Bieszczady. A mogliśmy lecieć do Grecji…

– Ewa, znów będziesz wałkować temat? – dało się usłyszeć irytację Pawła. – Przecież już o tym rozmawialiśmy. Skoro musisz sobie ponarzekać, zaczekaj z tym. Nie teraz, nie tutaj. Dorota nas przygarnęła i dała się ogrzać, a ty smęcisz jak jakaś głupia cipcia, psując atmosferę. Oszczędź jej tego, ok? – to było najdłuższe, co słyszałam z jego ust, odkąd weszli do domu. Głos miał przyjemny, głęboki, radiowy. Oj, czułam, jak zawibrował. A jeszcze w połączeniu z wizją jego nagiego torsu… Moja wyobraźnia ruszyła galopem. Starałam się odegnać ten obraz z głowy i skupić się na młodej parze i ich historii, ale już czułam ten miły dreszczyk podniecenia, wędrujący pomiędzy moimi nogami.

Ewa popatrzyła na Pawła ze złością, po czym szybko dopiła drinka. Poprosiła o kolejnego i wróciła do studiowania ognia w kominku. Gdyby wzrok mógł zamieniać w kamień, miałabym w salonie piękny posąg mężczyzny w kusym szlafroczku. Szykując następne drinki, myślałam tylko o tym.

Siedzieliśmy w ciszy, sącząc ze szklaneczek. Policzki kobiety zaróżowiły się słodko, a lekki uśmiech powrócił. Paweł natomiast sprawiał wrażenie, jakby nie mógł znaleźć odpowiedniej pozycji dla siebie. Wiercił się na fotelu i uparcie starał się osłonić szlafroczkiem.

– Dla niektórych może to być mało męskie, ale tu nikt poza nami cię nie widzi. Może wolisz, żebym dała ci coś dłuższego? Jakąś sukienkę?

Pokręcił głową bez słowa, a Ewa parsknęła śmiechem.

Zastanawiałam się, czy może jednak mam jakieś luźne spodnie, w których mógłby poczuć się bardziej komfortowo. Zamyślona, zawiesiłam wzrok na jego odzieniu. Kolejny raz się poruszył, poprawiając się w fotelu. Materiał, którym cały czas próbował się zakryć, wysunął się spomiędzy jego palców i rozsunął na boki, ukazując twardą męskość. Zrozumiałam, czemu tak ciężko mu było znaleźć odpowiednią pozycję. Jego penis był zbyt duży, by łatwo dać się zasłonić!

Z poczuciem winy, zaskoczona widokiem, odwróciłam wzrok. Jak się okazało, niezbyt szybko. Natrafiłam na spojrzenie Ewy. Lekko uniosła jedną brew i rzuciła okiem na Pawła w momencie, gdy zasłaniał swojego sterczącego koguta. Znów spojrzała na mnie. Czułam, jak zaczynają piec mnie policzki, a fakt, że kobieta widziała to co i ja, i zdawała sobie sprawę, że rozmiar jego ptaka nie umknął mojej uwadze, sprawiały, że rumieniec na mojej twarzy przybrał na intensywności.

– Przepraszam – wymamrotałam.

Ewa zerwała się ze swojego miejsca i ruszyła w moją stronę. Chciałam się podnieść z pufy, osłonić, lecz zanim mi się udało, już była przy moim boku i dłonią chwyciła mnie za włosy, ciągnąc do tyłu tak, że musiałam unieść twarz i spojrzeć na nią. Jej oczy błyszczały w świetle ognia. Miałam wrażenie, że nieświadomie, niechcący, wpędziłam się w tarapaty.

– Widziałam, jak obserwował twoje nogi w tym kusym szlafroczku – mruknęła. Spojrzała na chwilę na męża, po czym nachyliła się do mnie, jednocześnie mocniej ciągnąc za włosy. Przez głowę przemknęło mi jedynie „A jej imię było Furia” i pewna, że zaraz dostanę w twarz, zacisnęłam powieki. Zaskoczyła mnie, bo zamiast siarczystego policzka, na który czekałam, ustami przywarła do moich ust, językiem wdarła się między wargi, a dłonią sięgnęła do poły szlafroka. Wciąż z twarzą tuż przy mojej powiedziała cicho, pewnym siebie, nieznoszącym sprzeciwu głosem – Zobaczymy więcej, dobrze?

Mimo że nie brzmiało to jak pytanie, czekała na moją zgodę. Byłam zdenerwowana, podekscytowana i czułam, jak moje ciało zaczyna reagować. Nawet nie chciałam oponować. Myślałam o niej i Pawle, odkąd zobaczyłam jak się przebierają. Trzymana mocno za włosy, nie miałam zbytniej możliwości ruchu, a mimo to, z bólem i trudem, udało mi się lekko skinąć głową i wyszeptać drżącym głosem:

– T…tak…

Ewa pociągnęła pasek podomki, rozwiązując ją i ukazując moje nagie ciało. Wciąż patrząc mi w oczy, zsunęła materiał z jednego ramienia. Palcami zaczęła błądzić po skórze, od szyi, poprzez bark, obojczyk, zagłębienie między piersiami. Znów wsunęła język w moje usta, całując mnie namiętnie, chwyciła moją pierś, zamykając ją w swojej dłoni i ścisnęła mocno, wbijając paznokcie w delikatną skórę. Poczułam, jak od miejsca, gdzie były jej palce, do łona przepływa dreszcz i, paląc, rozlewa się po całym moim ciele. Jęknęłam.

Jej dotyk, smak jej ust sprawiały, że już nie chciałam się powstrzymywać. Oddałam pocałunek, jednocześnie wkładając rękę pod jej sukienkę i palcami przesuwając po udzie, od kolana w górę, aż natrafiłam na koronkę majtek. Leniwym ruchem obrysowałam ją palcem, w stronę pośladka, a później z powrotem, aż poczułam ciepło bijące od jej cipki.

Spod wpół przymkniętych powiek, wciąż całując się z Ewą, spojrzałam na Pawła. Siedział, wygodnie rozparty w fotelu, ręce trzymając na podłokietnikach. Szklanka stała obok, na podłodze. Szlafrok okrywał jedynie ramiona, poły zwieszały się po bokach, a jego gruby kogut sterczał, twardy i nabrzmiały, z korzeniem i jądrami gładko wygolonymi, przez co wydawał się bajecznie długi. Och bogowie, gdybym tak mogła go dosiąść, nabić się na niego, poczuć głęboko, tak boleśnie głęboko. Ale on nie robił nic, żeby się przyłączyć.

– On lubi patrzeć – jakby, czytając mi w myślach, szepnęła Ewa, przerywając pocałunek. – Mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza.

Odpowiedziałam jedynie uśmiechem, wciąż trzymając dłoń na jej udzie, palcami próbując przekroczyć barierę jej bielizny.

Wstała, puszczając moje włosy i pierś naznaczoną czerwonymi śladami w miejscu, gdzie ścisnęła i wbiła paznokcie. Patrząc na mnie oblizała wargi. Nachyliła się i do końca zsunęła okrywający mnie peniuar, pozwalając spaść mu na podłogę, po czym wyprostowała się i, chwytając skraj sukienki, którą miała na sobie, zdjęła ją przez głowę. Ponownie nachyliła się do mnie i przesuwając palcami po moim ramieniu w dół, delikatnie pieściła skórę od barku, poprzez łokieć, aż do dłoni. Jej piersi zwieszały się ciężko i kusiły. Ciemno okolone brodawki, jakby były stworzone do całowania. Wzięła mnie za rękę, położyła ją sobie na piersi, a ja odruchowo zacisnęłam palce na twardniejącym pod moim dotykiem sutku. Drugą dłonią sięgnęłam jej cipki i przesunęłam kciukiem po lekko już mokrej jej sokami bieliźnie. Słysząc, jak zamruczała i czując to ciepło na palcach, westchnęłam. Och, wszyscy moi perwersyjni bogowie! Miałam na nią tak wielką ochotę, że na samą myśl o tym czułam, jak się robię mokra, a każdy, nawet najdrobniejszy ruch sprawiał, że lepka słodycz moczyła moje figi. Klęknęłam przed nią i chwytając za biodra, przyciągnęłam do siebie, kciuki wsuwając pod materiał majtek. Przyłożyłam twarz do jej brzucha, chłonąc zapach skóry, język wsunęłam w pępek i zaczęłam wędrować nim w dół. Smakowała potem, deszczem i ciężką do określenia słodyczą. Pocałunkami i językiem znaczyłam całą drogę przez jej brzuch. Tak bardzo chciałam zedrzeć z niej ten skrawek koronki, zazdrośnie broniący dostępu, poczuć jej smak, wedrzeć się językiem między wargi, ale starałam się powstrzymać. Jeszcze przez chwilę odwlec tę przyjemność. Wciąż całując, ustami dotarłam do cipki i przesunęłam po niej nosem od dołu do góry, czując zapach jej podniecenia.

Za mocno naciskającym na jej krocze, nosem, powędrował język. Wolno, zataczając niewielkie kółka, przesuwałam nim po majtkach, starając się poczuć tę pierwszą nutkę smaku, wiedząc, że już niewiele mi brakuje, by wedrzeć się w nią, bo i sam zapach jej rozgrzanej kobiecości doprowadzał moje zmysły do szaleństwa. Nie chciałam już dłużej czekać, więc zsunęłam z niej figi,  i pozwoliłam im opaść na podłogę. Ewa zniecierpliwiona wypchnęła biodra do przodu zachęcająco, więc oparłam dłonie na jej udach i kciukami rozchyliłam wygolone wargi, ukazując twardą perełkę oraz mokre i lśniące wnętrze. Widok ten sprawił, że kolejne chwile oczekiwania byłyby nieznośną udręką. Zamykając oczy, z lubością przesunęłam językiem, szukając nim źródła słodyczy, a później drażniłam łechtaczkę powolną pieszczotą. Smakowała cudownie. Czułam, jak drżą jej nogi, a łono samo rwie się do moich ust.

Jęknęła i chwyciła mnie za włosy, przyciskając mocno do siebie. Zaczęłam ustami drażnić, masować, przesuwać i pociągać ten jej słodki klejnocik. Soki, mieszając się ze śliną, moczyły moje usta, spływały na brodę i kapały na dekolt, lśniąc w świetle ognia świec i kominka.

– O kurwa – jęknęła, gdy ustami objęłam łechtaczkę, zassałam ją i trąciłam językiem.

Palce mocno wczepiła w moje włosy. Lizałam ją, a ona ocierała się cipką o moją twarz. Drżała coraz mocniej, w miarę jak zbliżał się orgazm. Silnym szarpnięciem odsunęła moją głowę, zanim poczułam na tkwiącym w niej języku spazmy rozkoszy. Spojrzałam na nią zawiedziona, widząc, że nie doszła, nie dała mi się doprowadzić. Opadła na podłogę, kolanami obejmując moje, siadając na mnie i mokrą cipką znaczyła ślady na moim udzie. Przesunęłam dłonią po jej policzku, wsunęłam jeden palec do ust. Jej język przywitał go pieszczotą, głaskał, obficie mocząc. Uśmiechnęłam się, bo właśnie o to mi chodziło, by był śliski, i by łatwo wsunął się w nią. Położyłam dłoń na jej pupie, by wilgotnym palcem rozsmarować resztkę śliny na odbycie. Przywarła do moich ust, smakując swoje soki, zlizując je z mojej twarzy. Zębami chwytała moje wargi, przygryzając lekko. Jedną dłonią znów pociągnęła mnie za włosy, zmuszając do odchylenia głowy, gdy w tym czasie druga błądziła po moim ciele, raz delikatnie pieszcząc skórę, by po chwili, co wrażliwsze miejsca znaczyć paznokciami, czy też boleśnie uszczypnąć. Nie chciałam, żeby przestała, zwłaszcza, że cały czas mokrym, rozpalonym kroczem ocierała się o moją nogę. Mój palec zataczał kółka i drażnił jej pupę, by po chwili się w niej kawałek zagłębić. Wsuwałam go i wysuwałam w rym jej ruchów na moim udzie i znów czułam, jak drży, gdy zbliżał się orgazm. Kątem oka widziałam, jak Paweł poruszył się, zmienił pozycję, siadając na brzegu fotela, obserwując nas uważnie. Poły jego szlafroka wciąż były rozchylone a twardy i nabrzmiały kogut dumnie starczał. Widząc znów jego przyrodzenie, oblizałam usta. Wprost uwielbiam wygolonych mężczyzn z tą ich delikatną skórką. Czerwona główka błyszczała w świetle ognia. Zupełnie, jakby chwilę temu zwilżył ją śliną. Jego dłoń wolno zaczęła poruszać się w górę i w dół od żołędzi aż do samych jąder, które trzymał i masował leniwie palcami drugiej dłoni.

Wysuwając i wsuwając palec w tyłek Ewy, oddałam się marzeniom o dużym i grubym fiucie jej męża. Wyobrażałam sobie, jak wchodzi we mnie, rżnie każdą moją dziurę. Kobieta wyrwała mnie z rozmyślań, gdy mocno ścisnęła i pociągnęła jeden mój sutek, a w drugi dała klapsa. Poczułam ostry ból, który wraz z przyjemnością, rozlał się po moim ciele. Spojrzałam na nią, a ona z uśmiechem znów przerwała, zanim doszła. Chwyciłam ją za biodra, by na nowo ocierać ją o moje udo i czuć, jak się na nim ślizga mokrą szparką. Stawiła opór moim dłoniom. Z uśmiechem pokręciła głową i podniosła się. Jej cipka wydała mlaszczący dźwięk, odklejając się od mojej nogi i zostawiając na niej lepki, lśniący ślad.

Pomogła mi wstać. Obróciła mnie tyłem do siebie i popchnęła tak, że opadłam na kolana na dywan. Lecz tym razem przodem w stronę jej męża. W jednej chwili znalazłam się twarzą przy jego przyrodzeniu, ustami dotykając nabrzmiałej główki.

– Otwórz buźkę – mruknęła Ewa, a ja posłusznie wykonałam polecenie.

Mężczyzna chwycił mnie za włosy i wdarł się w moje usta, przyduszając mnie swoim członkiem. Wszedł głęboko, drażniąc gardło, aż poczułam, że się krztuszę i łzy napłynęły mi do oczu, spłynęły po policzkach zostawiając czarną smugę z tuszu do rzęs.

Ewa stanęła okrakiem nade mną, położyła jedną dłoń na moim czole, a drugą na moim gardle, masując lekko. Czułam ciepło jej ud przy mojej głowie.

– Wysuń język kochanie, otwórz się – jego radiowy głos zawibrował, a ja rozluźniłam gardło i nieporadnie próbowałam wysunąć język. Penis Pawła był za gruby i za długi jak na moje możliwości. Uwielbiałam seks oralny, i zawsze z ochotą robiłam loda, ale nigdy nie ssałam aż tak dużego koguta.

– Jak będzie głęboko, sięgnij językiem jąder i liż je. On to uwielbia – poinstruowała mnie Ewa.

„O, bogowie! Głęboko? To teraz nie jest? Czułam go aż po migdałki.” – pomyślałam – „I ja mam wziąć go do końca?” Mimo że ssanie go było dla mnie bardzo przyjemne, jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, jak głęboko musiałby wejść, żeby zmieścić się cały w moich ustach.

W jednej chwili kobieta dała mocnego klapsa w mój sterczący tyłek, a mężczyzna docisnął mnie do swojego brzucha. Zaskoczona, otworzyłam buzię jeszcze szerzej. Czułam, jak drażni moje gardło, wchodząc dalej, choć nie do końca, masując podniebienie i lekko hacząc o zęby. Jak zostałam poinstruowana, tak zrobiłam. Zaciskając mocno oczy, do których wciąż napływały łzy, wysunęłam język i sięgnęłam nim jąder. Paweł zadrżał i zwolnił. Delikatnie, długimi i posuwistymi ruchami wciąż pieprzył moje usta. Ewa w tym czasie wstała i poczułam, jak klęka za mną. Oparła dłonie na mojej wypiętej pupie i lekko rozchyla pośladki. Poczułam mokry, ciepły język przesuwający się po mojej cipce, a potem wyżej, aż do anusa. Uczucie było tak nieziemskie, że szeroko otworzyłam oczy, a usta jeszcze szerzej i pozwoliłam mu się pieprzyć jeszcze głębiej. Paweł przyspieszył nieznacznie, co jakiś czas zmieniając odrobinę pozycję. Wchodząc aż po gardło, albo uderzając główką w podniebienie. Przesunął dłonie i położył je na mojej szczęce, kciuki wsuwając w usta, między zęby, ciągnąc, a robiąc to, zmusił mnie do tego, co uważałam że jest niemożliwe, do wzięcia go całego, boleśnie głęboko, aż czołem i nosem oparłam się o jego podbrzusze.

W tym czasie język kobiety drażnił moją cipkę, wsuwał się w nią, zataczał koła na łechtaczce, sprawiając, że moje nogi drżały. Gdy Paweł wbijał się w moje usta, ja napierałam mokrą szparką na usta Ewy, czując, jak jej język mocniej i szybciej liże, smakuje i masuje moją perełkę, wsuwa się między mokre wargi.

– Fufada – próbowałam powiedzieć z przez łzy, z trudem, z członkiem w ustach. Paweł spojrzał na mnie zaskoczony, nie przestając wsuwać i wysuwać się z nich. Machnęłam ręką w stronę kąta pokoju, gdzie stała niewielka szafka. – Uh, fufada.

Paweł skinął głową w stronę szafki, dając znać Ewie. Kobieta podniosła się i podeszła do niej. Wysunęła górną szufladę i zaśmiała się słodko.

– No kochanie, nasza gospodyni chce być porządnie zerżnięta z tego, co mi się wydaje.

– Mmmm? – mruknął, a ja znów próbowałam sięgnąć językiem jego jąder. Jęknął. – Pokażesz mi, co tam masz?

– Zastanawiam się tylko czy użyć tego na niej, czy na tobie. – mignął mi fioletowy kolor lateksu, jęknęłam wyobrażając sobie, jak Ewa pieprzy tym Pawła. – Zobacz kochanie.

Uniosła dłoń, pokazując mężowi lateksowego strap on. Stanęła przy nas w lekkim rozkroku, tak, że oboje widzieliśmy, jak wolno wsuwa w siebie krótszą część, mocując zabawkę w miejscu. Zamruczała.

– No to teraz naszą miłą Dorotkę… – zaczęła mówić, przechodząc za mnie. Słyszałam, jak przysuwa sobie pufę i klęka na niej pomiędzy moimi nogami. Poczułam chłód lateksu opierającego się o moje wargi. Wstrzymałam oddech, a Ewa popchnęła, mówiąc – …zerżniemy.

Wbijała się we mnie z pasją. Czułam, jak popycha mocno, nabijając mnie dodatkowo na swojego męża, tak że dławiłam się i dusiłam. Poczułam, jak coś mokrego i lepkiego rozsmarowuje na mojej pupie.

„Ślina albo jej soki.” – pomyślałam.

Pomiędzy kolejnymi pchnięciami poczułam, jak zaczyna masować mój odbyt, drażniąc się, zagłębiła we mnie opuszkę palca, po czym wsunęła palec głębiej. Gdy go wyjęła, przyłożyła coś chłodnego i nacisnęła paznokciami drugiej ręki, jednocześnie znacząc czerwone ślady na pośladku. Stalowy plug z wibrującą kulką w środku gładko wsunął się w moją pupę, wypełnił mnie, a Ewa razem z Pawłem przyspieszyli ruchy. Słyszałam, jak oboje ciężko oddychali, czułam, jak drżeli. Dłoń kobiety leżała na moim pośladku, a ona rżnąc mnie strap on, palcami bawiła się plugiem, przesuwając go, wyciągając i wsuwając we mnie znowu, by po chwili wymierzyć mi siarczystego klapsa. Zabawka, którą miała w sobie, także i ją pieprzyła. Wypełniła jej cipkę, masowała, sprawiała, że jej ciało reagowało na tę pieszczotę coraz mocniej. Oddech Ewy przyspieszył, ruchy stały się mocniejsze.

Obydwoje zapamiętale rżnęli moje usta i cipkę, czułam, jak plug wibrował we mnie przy każdym ruchu, moje nogi drżały, a ja wiedziałam, że niedługo dojdę.

– Paweł… – szepnęła kobieta, szybko i głęboko wbijając się we mnie.

Drżała za mną, a jej słodkie pojękiwania sprawiały, że i czułam zbliżający się orgazm. Nagle bardzo zapragnęłam sięgnąć jąder Pawła, tak jak wcześniej mnie poinstruowała, więc postarałam się, aż poczułam delikatną skórkę, a pod nią twarde kule, które przy pchnięciach uderzały w mój język i brodę.

Jęknęłam, czując mocne pchnięcie Ewy, słysząc jak i ona pomrukuje, i poczułam, jak fala przyjemności zalewa moje ciało, a mięśnie cipki zaczynają się zaciskać na zabawce w niekontrolowanych spazmach rozkoszy. Czułam, jak i Paweł drżał, wbijając się mniej regularnie w moje usta, raz płycej, raz do samego końca. Przeciągły jęk oraz mocny, ciepły strumień wypełniający moje usta i zalewający gardło sprawił mi dodatkową przyjemność.

Wciąż z plugiem w pupie, czułam, jak Ewa wysuwa ze mnie dildo. Przysiadłam na piętach i załzawionymi oczami patrzyłam na Pawła.

– Połknij, jak dobra dziewczynka – powiedział, trzymając w garści moje włosy i palcami położonymi na moim gardle masował je, jakby chciał mi w ten sposób pomóc przełknąć spermę. Posłusznie wykonałam jego polecenie ze wzrokiem wbitym w te cudowne wyrzeźbione męskie boczki, dla których mogłabym zabić.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *