Magnetyzm

Fot. Tomek Sadowski

cykl Strangers in the night

Magnetyzm

Bia Sadowska

 

Wiosna w pełni… – pomyślałam, wdychając unoszący się zapach rozkwitających róż i zsunęłam na twarz okulary, by przed oślepiającym słońcem ochronić oczy. Zachwycona pogodą, zapomniałam o jednej bardzo istotnej rzeczy – mój west również poczuł przypływ wiosny, a raczej poczuł wszystkie, tarzające się po osiedlu suczki i, zamiast grzecznie dreptać przy mojej nodze, puścił się galopem, wyrywając mi z dłoni smycz.

– Lavan! Lavan?! Wracaj, psie! – podążyłam za nim, bacznie obserwując, co ma w planie.

Obwąchał dwie suki, ale to go nie usatysfakcjonowało. Zerknął na mnie badawczo, a potem spojrzał w lewo i pohasał do przemierzającego chodnik przystojnego bruneta. Moje najgorsze obawy spełniły się momentalnie.

– Lavan! Bestio zboczona! Zostaw pana! – krzyknęłam i pobiegłam przez wysoki trawnik, ignorując rozkwitłe koniczyny i napis „Szanuj zieleń”.

Nieznajomy stał zamurowany i jednocześnie rozbawiony tym, co wyprawia mój pies.

– Przepraszam cię! Wiosna… I pies oszalał! Oszalał! – krzyknęłam, dając szczeniakowi klapsa w kuper – No, ale spodnie to masz do prania…

– Nie ma sprawy. Jestem w stanie się za to odwdzięczyć.

– Ale mojemu psu czy mnie? – spytałam, podnosząc na przystojniaka oczy.

– No oczywiście, że tobie, czy ja wyglądam na zoofila? Wiesz, co mówią? Jaki pies, taki właściciel…

– Czy ty coś insynuujesz, przepraszam?! Ja bym się na ciebie nie rzuciła pędem i nie wyruchałabym ci nogawki w trawach, mleczach i krzakach! – odpowiedziałam, kładąc dłoń w bojowym geście na biodrze i spojrzałam na niego rozgniewana.

– Nie? A jakbyś mnie wyruchała? – spytał, patrząc mi głęboko w oczy.

– Na pewno bardziej dyskretnie niż ten mały, biały demon seksu! – podniosłam głos na ostatnie cztery wyrazy.

– No demonowi seksu się udzieliła wiosna, to fakt. Ostatnio jest niespokojny…

Zdumiona, pokiwałam głową.

– Jesteśmy sąsiadami. – wyjaśnił – Przyciągacie uwagę, ilekroć jesteście na spacerze… Ty biała, on biały. Także obserwuję was.

– No proszę pies, dorobiliśmy się prywatnego stalkera na osiedlu…

– …I skrycie fantazjuję o tym, jak brałbym cię w tych mleczach i trawach.

– No chyba już nie tak skrycie… – powiedziałam, nie odrywając od nieznajomego wzroku. Miał w sobie to coś. Zdecydowanie miał to coś.

Roześmialiśmy się, ale bardziej na rozładowanie rosnącego między nami napięcia niż z żartów. Obserwowaliśmy się dyskretnie, zerkając na uradowanego Westa.

– Kolacja w ramach zadośćuczynienia za wykon mojego psa na twoich spodniach? – spytałam.

– Gotuj wege, ja przyniosę wino i deser.

– I te spodnie do prania. 88. – powiedziałam, wskazując na blok numer 5.

– Jestem o siódmej. A teraz muszę cię przeprosić i pędzić.

Pospacerowałam chwilę z Lavanem i nie byłam w stanie zebrać myśli. Co się właśnie wydarzyło? Czy moja biała, puchata kulka skrupulatnie planowała ten szalony akt umówienia mnie na randkę? Kiedy spytałam go o to, szczeknął radośnie.

Popracowałam dwie godzinki, aż Lavan, patrząc na mnie ponaglająco, wysłał mnie do łazienki. Pora zacząć się szykować na bruneta wieczorową porą. Okręcona ręcznikiem otworzyłam szafę. Pies kręcił pyskiem, pomagając wybrać mi strój na wieczór. Nie było opcji, żeby to była casualowa kolacja. Wiedziałam o tym nazbyt dobrze i powoli zaczynałam się denerwować. Skrupulatnie wybrałam dodatki i perfumy, a potem sięgając po książkę kucharską, podjęłam decyzję, co ugotuję.

Punktualnie o siódmej rozległ się dzwonek do drzwi – pobiegłam otworzyć.

– Witaj, panno niewyżyta, cześć ruchaczu! – nieznajomy przywitał mnie promiennym uśmiechem.

Zlustrowaliśmy się od stóp do głów. Obydwoje eleganccy i ubrani na czarno. Świeżutcy, pachnący. Witaj randko! Lavan szczeknął, przywracając nas do rzeczywistości. Przystojniak wręczył mi wino i deser.

– Przyniosłeś spodnie? – spytałam.

– Daj spokój, mam w domu pralkę.

Zaprosiłam go do stołu i otworzyłam nam wino.

– Czy wege bolognese na rukoli cię zadowoli? Pszenny makaron?

Kiwnął głową.

Usiadł i patrzył, jak krzątam się po kuchni. Czułam, jak rozbiera mnie wzrokiem. Głaskał psa, obserwując uważnie każdy mój ruch. Ciekawa byłam, o czym myślał. Czy właśnie w fantazjach brał mnie na kuchennym blacie, wciskając się we mnie po brzegi, nadziewając mnie sobą? Czy nabijał mi siniaki na kościach biodrowych, popychając mnie mocno na kuchenną szafkę? Czy zrzucałam na podłogę kuchenne sprzęty, krzycząc w rozkoszy jego imię? Jego imię… Nawet nie wiedziałam, jak on się nazywa. Nie przedstawiliśmy się sobie!

– Ta, co posiada… Nosisz żeński odpowiednik mojego imienia. – oznajmił, wskazując na mój stojący na blacie kubek i rozszyfrował perskie znaczenie. Czytał mi w myślach.

– Przypadek, Dariuszu? – spytałam z uśmiechem.

– Nie sądzę, Dario.

– Jak lubisz swój makaron? – rzuciłam, usiłując zająć swój mózg gotowaniem kolacji.

– Twardy. Swój makaron lubię twardy. – odpowiedział.

– To tak, jak ja. – mruknęłam bezwiednie, po czym zadrżałam, kiedy dotarło do mnie, o czym mówi.

Nastawiłam zegarek i odwróciłam się do niego. Nadal głaskał Lavana, wpatrzony we mnie pożądliwie. W ciszy między nami można było wyczuć szaleńcze oczekiwanie. Kto zacznie pierwszy? Kto pierwszy się złamie? Czy to ja dosiądę go zaraz okrakiem i zacznę go dziko całować, czy to on wstanie do mnie i, górując nade mną, weźmie mnie w ramiona drobną i kruchą…

Postawiłam na stole miskę z sałatą. Moją uwagę zwróciło, jak dłoń Darka miarowo przesuwa się po grzbiecie mojego psa. Więc teraz w fantazjach byłam suką warującą przed nim, proszącą o pieszczoty. Wypinałam ku niemu pośladki, kiedy on klęczał za mną, a jego zarost drażnił moją płeć. Wsunął we mnie palce, do przodu rytmicznie popychały mnie jego pchnięcia, aż rozpiął spodnie i zerżnął mnie jak sukę, gdy nad nami bulgotała woda z dochodzącym makaronem. I spuścił mi się na plecy, wieńcząc tym swój akt dominacji nade mną. Dźwięk kuchennego zegarka przywrócił mnie do rzeczywistości. Wyłowiłam na próbę kilka nitek spaghetti i jedną z nich wsunęłam Darkowi do ust. Wciągnął ją z lubieżnym uśmiechem, pogryzł i wydał werdykt:

– Idealny. Dojdzie w sosie.

Odcedziłam makaron, wizualizując sobie, jak klęcząc przed moim brunetem, robię mu fellatio. Nie byłam w stanie pozbyć się tych fantazji, trzeba było im się poddać. Jego penis był idealnie duży i smaczny. Uśmiechnął się, kiedy zauważył, jak raz po raz zagryzam i oblizuję wargi. Musiał wiedzieć, co chodzi mi po głowie.

Podałam kolację i usiadłam do stołu. Przez chwilę zastanawiałam się, czy Dariusz nie zrzuci z niego kieliszków i talerzy, i czy mnie nie weźmie, a ja będę plątać supły na obrusie i drzeć się w niebogłosy od tego, co on wyprawia. Widziałam to w jego oczach. Kiedy sączył czerwone wino, nawijał na widelec długaśne spaghetti. Panie Boże, dopomóż, a ty Lavan, odwróć oczy, bo jeszcze nie widziałeś swojej pani w tak zwierzęcym akcie, jaki za moment tu nastanie.

– Pyszne. – oznajmił, krzyżując sztućce na talerzu.

– Cieszę się. Chcesz dokładkę?

– Nie, więcej już nie zmieszczę, nie przed tym, co mam w planach.

– A co masz w planach?

– Deser. – mruknął, patrząc mi głęboko w oczy.

Powietrze między nami gęstniało a ja coraz bardziej usiłowałam ukryć zdenerwowanie. Za krzty romantyzmu… Ale obydwoje wiedzieliśmy, po co tu przyszedł. Nie, to nie było zadośćuczynienie. To był zwierzęcy magnetyzm. Teraz wbity w strój dobrego wychowania.

Podniosłam się do lodówki i trzęsącymi dłońmi usiłowałam pokroić sernik. Darek podszedł do mnie i pochylił się nade mną. W końcu. Bo czekałam na to już całą wieczność.

– Zostaw ten deser. – wyszeptał obniżonym, zmysłowym głosem – Nie mogę już patrzeć na to, jak się męczysz. Jakbyś połknęła kij od szczotki, moja panno. Przejdzie ci, jak cię wyklepię.

Zadrżałam. Ta bezpośredniość. Bezpośredniość, której mi brakowało, którą uwielbiałam w mężczyznach. Poczułam, jak miękną mi nogi.

– Lavan, bestio… Masz przejebane. – fuknęłam, patrząc na psa, który aż pisnął i skulił się w sobie.

– Nie zwalaj swojej żądzy na psa. – kontynuował – Widziałem, jak na mnie patrzysz i w waszym przypadku zgadza się „jaki pies, taki właściciel”.

– Masz rację. – mruknęłam i rzuciłam się na niego, by go całować.

– No, to rozumiem. – odpowiedział zadowolony, podniósł mnie i zaniósł do sypialni – Musisz być porządnie mokra do tego, co chcę z tobą zrobić. – stwierdził, sięgając pod moją sukienkę. – Oooo… – mruknął zaskoczony.

Moje majtki były już kompletnie przesiąknięte. Roześmiał się, pocierając wilgotną plamę, po czym cisnął mnie na łóżko, zdarł ze mnie bieliznę, szeroko rozwarł moje uda i zaczął mnie lizać i pieścić, jakby nie wierzył, że mój obecny stan nawilżenia wystarczy.

Oderwał się ode mnie, rozebrał momentalnie i patrzyłam na niego, jak stał przy krawędzi łóżka już ubrany w gumkę, każąc mi zdjąć sukienkę i się odwrócić. Wypięłam pośladki w jego stronę i czekałam, co się wydarzy. Uklęknął na materacu tuż za mną, przyciągnął mnie do siebie za biodra i rozsunął moje nogi.

– Zaprzyj się rękoma. Powiedziałem, że się odwdzięczę. – szepnął mi do ucha. Zadrżałam.

Wplótł palce w moje włosy i trzymając mnie za nie, wbił się we mnie mocno.

– Zaprzyj się mocniej, bo fikniemy na ramę łóżka. Stawiaj mi opór. – instruował mnie – Daria, chcesz, żebym ci zęby wybił? Pochyl się, suko.

Posłusznie zmieniłam pozycję. Zamknął moje piersi w dłoniach i rżnął mnie zwierzęco. A potem przeniósł jedną dłoń na mój wzgórek łonowy i między palcami zamknął moją łechtaczkę. Moje ciało momentalnie skręciło się z rozkoszy. Krzyczałam wtulona w poduszkę, by moim orgazmem nie postawić w stan gotowości całego osiedla. Darek roześmiał się czule i uderzał coraz gwałtowniej i niespokojniej.

– Kończ. – jęknęłam błagalnie.

– Masz dość?

– Nie. Ale nie dam rady być już cicho. – mruknęłam.

Przekręcił mnie szybko pod siebie.

– Całuj, gryź albo krzycz. – stwierdził i patrząc mi głęboko w oczy, pierdolił mnie zapamiętale – Zaraz kończę.

Kiwnęłam głową. Kurczyły się moje palce u stóp, moja pochwa pulsowała szaleńczo. Dyszałam, jęczałam pod nim, miotając się na pościeli. Aż w końcu nie mogłam już dłużej i zaczęłam krzyczeć. Zaniepokojony moim stanem pies wparował, szczekając na łóżko.

– Darek, przerwij! – krzyknęłam świadoma, że kły mojego obrońcy za moment wpiją się w pośladki bądź łydkę mojego kochanka – Darek, mały cię ugryzie, musisz przestać.

– W takim momencie?!

– A chcesz mieć jego kły w dupsku? I skończyć ten seks na SORze?

Posłusznie przerwał, warknął wkurzony i rzucił się na łóżko.

– 10 sekund! Pilnuj erekcji! – powiedziałam, całując go w usta i z Lavenem pod pachą wyszłam z sypialni. – Psie, pani się krzywda nie dzieje. Pani się dzieje bardzo dobrze, zazdrośniku. – powiedziałam, zostawiając go w salonie i zatrzasnęłam drzwi sypialni.

– Nie pomyślałem, żeby je zamknąć… – stwierdził Darek.

– Teraz już się wieczyście nauczyłeś. Pozwól, że ja skończę. – szepnęłam i okrakiem dosiadłam mojego bruneta.

Całował moje piersi, wgryzał się w nie, a ja falowałam na nim silnie, dobijając do końca przy każdym przysiadzie. Pieprzyliśmy się ostro, cały czas patrząc sobie w oczy, oddychając głębiej i głębiej. Nasze ciała były mokre od potu i ciągle spragnione siebie. Nienasycone. Pies piszczał pod drzwiami odrzucony, ale ja nie zamierzałam teraz przestać. Darek był zbyt dobry, rozkosz zbyt słodka. Przyciągnął mnie mocno do siebie i znów zaczęliśmy się całować, głęboko, z pasją. Roześmiałam się lekko i tak też się czułam w tym naszym tańcu ciał. Lekka i pożądana. Dłonie Dariusza błądziły po moim ciele, aż skostniał w moich ramionach, cedząc przez zaciśnięte zęby moje imię i eksplodował we mnie, jęcząc i dysząc, prawie miażdżąc mnie w uścisku swoich rąk. Tym razem nie doszłam tak, jak miałam w planie, ale orgazm mojego kochanka przyniósł mi równą satysfakcję. Oglądanie go w rozkoszy, całkowicie odsłoniętego i bezbronnego, kiedy składał we mnie energetyczną ofiarę, zaspokoiło mnie. I aż żałowałam, że używaliśmy gumki i, że nie mogłam go w pełni poczuć i przyjąć.

Po chwili leniwego tulenia się w ramionach, pocałował mnie w czoło i wstał.

– Gdzie idziesz? – spytałam.

– Po deser. Zaraz wracam… Kudłaczu, nie robię krzywdy twojej pani. Między nami ok? – usłyszałam z salonu i aż wychyliłam się, żeby zobaczyć, jak Darek pacyfikuje mojego psa.

Lavan go polubił, to wróżyło dobrze. Mój przystojniak stanął w drzwiach. Patrzyłam na niego, skrupulatnie oglądając jego opalone, smaczne ciało. Umięśnione łydki i uda, proporcjonalnego penisa, któremu już znudziło się odpoczywanie, delikatnie wyrzeźbioną klatkę piersiową i przenikliwe szare oczy w ciemnej oprawie. I te jego męskie dłonie, pewne i zadbane. Dłonie, które udowodniły mi, że wiedzą doskonale, jak przynosić rozkosz.

– Ładny jesteś, wiesz? Dlatego Lavan zerżnął cię w łydkę.

– Cóż, muszę przyznać, że, ponad innymi zaletami, jego pani ma też niezły gust. – odparł – Możesz się ruszać, czy mam cię nakarmić?

– Mogę się ruszać. Masz mnie nakarmić.

Rzucił się obok mnie na łóżko, objął ramieniem i wsunął mi do ust kęs sernika.

– Och mamo! Pycha!

– Sam robiłem…

– Powtórka! – zaordynowałam, kiedy skończyliśmy odpoczywać – A potem znów dasz mi sernik.

– Och, dam ci. Dam ci tyle sernika, ile będziesz chciała!

– Darek?!

Uśmiechnął się psotnie i zaczął mnie namiętnie całować. Czułam, jak bardzo jestem znów mokra od jego bliskości. Potrzeba, by mnie ponownie wypełnił narastała z każdą sekundą. Sięgnęłam do stolika nocnego i podałam mu gumkę. Rozerwał folię zębami i uśmiechnął się do mnie kojąco. Rozumiał. Tę zwierzęcą, palącą potrzebę bycia posiadanym i posiadania. Ułożył nas na boku i wszedł we mnie pewnym ruchem. Wiliśmy się na sobie, powoli zapadając się w obezwładniającej rozkoszy. A potem znów kochaliśmy się od tyłu.

– Czy zadośćuczyniłam ci już ten lavanowy, nieszczęsny spust? – spytałam, wtulając się w niego po wszystkim.

– Och nie, moja panno! Tak łatwo ci dziś nie pójdzie, będziesz mi go zadośćuczyniać do rana.

– Niech ci będzie… – stwierdziłam, sięgając do szuflady po kolejną paczkę prezerwatyw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *