Żyrafa

Fot. Tomek Sadowski

W takt: Dance like we making love – Ciara

Versace on the floor – Bruno Mars

 

Z mitów na temat męskości: panuje wszechobecne przekonanie, że facet chce tylko ruchać. Zamoczy i mu przejdzie. Zmieni obiekt zainteresowań. Ok, nie będę nas bronił. Bywamy i tacy. Ale nie wszyscy. Nie zawsze. Kolejne nieprawdziwe przekonanie to, że absolutnie nie jesteśmy romantyczni. Kiedy się zakochamy, jesteśmy. A i kiedy się zakochamy ruchanie już nie jest takie proste… Nawet, jeśli było takie wcześniej.

Hanka była koleżanką z planu, bezczelna, długonoga Żyrafa. Pieruńsko seksowna, rozsiewała wokół siebie aurę niedostępności. Co oczywiście sprawiało, że wszyscy skrycie marzyli o niej, waląc konia na koniec długiego dnia zdjęciowego. Panna Żyrafa nieprzystępna zawiesiła na mnie oko już na castingach, bardzo dosadnie mnie o tym informując, a gdy w końcu spotkaliśmy się na planie, okazało się, że świetnie nam się ze sobą gra, świetnie rozmawia i świetnie wspólnie trenuje. Ścianka, tajski, parkur. Name the game, she’s all in. Reżyser, widząc niezaprzeczalną chemię między nami, po konsultacji ze scenarzystą postanowił dodać nam miłosną scenę, by wzmocnić pikanterię filmu.

– Spoko. – oznajmiła – Ale robisz male full frontal, czy mam go zakrywać?

Zerknąłem na nią z uśmiechem. Nie znałem bardziej bezproblemowej kobiety niż Hanka. Swoje ciało traktowała jak warsztat aktorski. Cokolwiek wymyślił reżyser, ona była na tak.

– Jak na razie sczytajcie to, a jeśli będziecie chcieli więcej, zobaczymy, jak to będzie finalnie wyglądać. – oznajmił i wyszedł, zostawiając nas samych.

Hanka pobieżnie zerknęła na scenariusz i wstała po karafkę whiskey.

– Masz, wypij. Nie dyskutuj. – powiedziała, wręczając mi drinka.

– Nie potrzebuję…

– No to mnie całuj. – przerwała mi w pół zdania – Żarłocznie i z pasją, jak napisał Grzech…

Spojrzałem na scenariusz, na Hankę i na szklankę whiskey. Wziąłem od niej bursztynowy płyn i jednym haustem wlałem go sobie w gardło.

– Ktoś ci mówił, że ta twoja pewność siebie onieśmiela wszystko obok ciebie?

– Tak. A teraz mnie całuj. Na Boga, przecież nie będziesz się ze mną lizał pierwszy raz przed kamerą… Tymek?!

Złapała mnie mocno i przycisnęła mnie do ściany. Poczułem się bezbronny. Bezradny. Dawno nie czułem się tak przez kobietę. Równie silna jak ja, równie wysoka, równie świadoma.

– Pierdolenie się możemy udać, ale nie da się udać żarłocznego pocałunku. To jak będzie?

– Przypominam ci, że to ja się na ciebie rzucam w tej scenie. Nie odwrotnie.

– Ok, przepraszam.

Wycofała się. Sczytaliśmy scenariusz i przegadaliśmy scenę z reżyserem, aż zajęły się nami charakteryzatorki.

– Markujemy, czy naprawdę się bzykamy? – spytała mnie tuż przed sceną.

Spojrzałem na nią i zamarłem. Nie myślałem o tym! Gramy scenę erotyczną, jakim cudem o tym nie pomyślałem!?

Widząc moje zaskoczenie i może nawet lekkie zażenowanie, Hanka odparła z kojącym uśmiechem:

– Nie mam nic przeciwko, gdyby ci się przypadkiem wymsknął.

No i było po mnie. Schrzaniłem scenę, pierwszy dubel, drugi, trzeci, a potem czwarty. Rozkojarzyłem się tak, że myślałem, że nie zagram.

– Co się z wami dzisiaj dzieje?! – krzyknął wkurzony Krzych.

– To on. – Hanka bez zająknięcia wskazała na przyczynę naszych problemów.

– 20 minut przerwy, bo oszaleję… Tymek, chodź tutaj. Co z tobą? Coś ty się zakochał, że zagrać tego nie możesz? – spytał.

Moje milczenie było zbyt znaczące.

– Stary… Ale nie w naszej Żyrafie?… Oooo… To masz przejebane, bo potrzebuję, żebyś mi zagrał tę scenę. Zrobimy tak, teraz będzie przerwa na kolację. Zostawimy was samych. Dojdźcie do konsensusu. To znaczy ty dojdź, między głową, sercem a główką… Ekipo, kolacja!

Westchnąłem głośno i powlokłem się do garderoby. Nie przypuszczałem, że Krzych wytnie nam taki numer z tą sceną. Nie przypuszczałem, że sam sobie wytnę taki numer…

Hanka bezszelestnie wsunęła się do pokoju i oplotła moją szyję dłońmi.

– Wiesz, że nie lubię pieprzyć scen w nieskończoność. Tu nie ma wielkiej filozofii, trzy kwestie na krzyż, moja klamka i twój fiut… Nie rozumiem, czym się tak stresujesz… Nie musisz mnie bzykać, jak nie chcesz, ale zagraj to, jakbyś świata poza mną nie widział.

Świetnie Hanka, po prostu świetnie! Chwilowo nie widzę poza tobą świata i właśnie w tym leży cały problem!

– Pomoże ci, jak cię bzyknę, czy mam ci zrobić loda?

– Wyjdź z mojej garderoby kobieto, w tej chwili! Masz mnie przestać kastrować, choć na moment!

Była inteligentna, tego nie mogłem jej odmówić, ale jeśli chodziło o finezję w relacjach damsko-męskich, jej subtelność przypominała wybuch rewolucji październikowej. Strzał za strzałem. I zupełnie nie rozumiała, dlaczego mężczyźni trzymają się od niej na dystans. Wyższa od nich, pewniejsza siebie. Mało kto miał takie jaja, by przetrwać jej kastracje. Jako jeden z niewielu dawałem sobie z nią radę, aż do dziś… Zamknąłem oczy, usiłując wymyślić coś, by się uspokoić.

Na castingu zestawili nas w pary i kazali nam walczyć. Pokręciłem głową, bo przecież nie będę walczył z kobietą. Chciałem dać jej fory, aż zaliczyłem gonga. I kiedy podnosiła mnie z podłogi z tym cholernym, bezczelnym uśmiechem spytała, czy już jestem gotów, by jej przypierdolić, czy znów chcę pod nią leżeć. Odparłem, że prędzej położę ją pod sobą i momentalnie znów leżałem pod nią, tym razem z wykręconą ręką, przyciśnięty twarzą do gleby, z nią między moimi udami.

– Wiesz, co robi suka, gdy pies za bardzo szczeka? – wyszeptała mi prosto do ucha i jeden raz, znacząco otarła się o moje pośladki.

Warknąłem. Och… Dostanie suka wpierdol… – pomyślałem i to samo usłyszałem z naszej widowni. Wiedziała, jak mnie sprowokować. Inaczej bym się pieścił i krygował, że z damą nie będę walczył. Że damy nie uderzę. I chuj. Zapomniałem, że jest kobietą. Nikt nie będzie traktował mnie w ten sposób. Podniosłem się i już nie dawałem jej forów. Była dobra. Wtedy jej pokazałem, że nie poddaję się bez walki, że wstaję, dopóki jeszcze mogę wstać. Musiałem wstać i teraz. Tak, jak koniec końców położyłem ją pod sobą na castingu, dziś też położę ją pod sobą.

– Chodź Żyrafo, chcę to przelecieć na sucho, bez obserwatorów. – oznajmiłem, znajdując ją na planie.

– Oho… Od kiedy Tymunio wstydzi się ekipy?

Spojrzała mi w oczy i nagle zamilkła, tak jakby wyczytała finalną odpowiedź.

– Przelećmy to.

Wsunęła szpilki na stopy i podążyła za mną do drzwi. Zerknąłem na nią. Wcale mi nie pomagało, że w obcasach była ode mnie wyższa, na szczęście za moment zdejmie je do tej sceny.

– Wracamy ze szpitala. Wkurwieni. Zmęczeni. Smutni. Straciliśmy kumpla na akcji. Dociera do nas, że życie jest krótkie. Otwieram drzwi, puszczam cię przodem. Wchodzisz, zrzucasz szpilki, schylasz się, by odpiąć kaburę. Łapię cię za nadgarstek, przyciągam cię do siebie. Patrzysz na mnie zaskoczona. Już dawno ustaliliśmy, że nie będziemy mieszać życia zawodowego z prywatnym. Trzymamy się od siebie z daleka, ale tej nocy ja nie chcę trzymać się z daleka. Wbrew naszym wszystkich ustaleniom dziś potrzebuję twojej bliskości. Zaczynam cię całować. – przegadywałem scenę.

– Popychasz mnie na ścianę, rozsuwasz moje uda i odkrywasz, że jestem naga pod sukienką i zupełnie mokra. Zawsze jestem gotowa do akcji – kwituję. Rozpinam twoje spodnie, ściągam marynarkę.

– Chcę cię pieprzyć i chcę cię kochać – mówię.

– To mnie pieprz i mnie kochaj – odpowiadam. Sięgam twojego penisa. Jesteś twardy. Wchodzisz we mnie i pierdolisz mnie, wciskając w ścianę.

– Oplatam sobie ciebie wokół bioder, sadzam cię na blacie, rozsuwam twoje uda, zdejmuję kaburę, kładę ci dłoń na policzku, wplatam palce w twoje włosy. Przyciągasz mnie do siebie i zaczynasz całować. Kamera idzie za twoją spływającą na podłogę suknią i wraca, kiedy leżę pomiędzy twoimi udami.

– Chodź, przelećmy od razu wyspę.

Czekam, aż Hanka, ułoży się na blacie. Zerkam na nią, jej ciało jest piękne. Pokryte świeżymi siniakami z planu i bliznami, które zebrała przez życie. Rozkłada przede mną nogi. Układam się na niej, jak leżałem już nie raz na treningach i usiłuję zachować spokój.

– Wygodnie ci? – upewnia się.

– Tak. No to idziemy na żywioł.

– Wiesz, co możemy tu zrobić? – pyta.

– Co?

– To, co nam najlepiej wychodzi. Walczyć. – oznajmia i momentalnie leżę pod nią, sam zdumiony jak.

– Osz ty szczwana suko!

– 1:0, kochanie. Ten blat jest metaforą ringu … – szepcze słodko.

O, zerżnę ją w tej scenie tak, że wióry polecą! Siłujemy się, próbując ułożenia i pozycje. Finalnie ląduję na niej i spoglądam w jej oczy z uśmiechem.

– Krzyczysz, jęczę i cięcie. – kwituję scenę.

Unoszę się na rękach, by zwolnić nacisk z ciała Hanki, ale czuję, że coś mnie zatrzymuje. Jej uda zaciśnięte na moich biodrach, dłonie na moich pośladkach.

– W śmiertelnym uścisku ud Żyrafy… Słyszałem, że kto się załapie na ten uścisk, szybko się z niego nie wydostanie.

– Dobrze słyszałeś. Skoro już tu jesteśmy. Nie chcesz tego przelecieć jeszcze na mokro?

Uśmiecham się i nie zdążam odpowiedzieć, bo na plan wraca nasze ekipa.

– Bzyknęliście mi się gołąbeczki? O…, jak już leżycie, zostańcie tak przez chwilę. Sprawdźcie mi tu światło. Dobra, Hanna i Tymon do poprawek i jedziemy.

Czterdziesty dziewiąty make up tego dnia i możemy grać. Zajmujemy swoje miejsca przed drzwiami i czekamy na dwa najważniejsze słowa na planie:

– Kamera! Akcja!

Wraz z donośnym klapsem zaczynamy grać naszą scenę. Zwarty w sobie, pewny, że cokolwiek będzie się działo, Żyrafa mi pomoże.

– Życie jest chujowe… – wzdycha.

Zrzuca szpilki i schyla się, by odpiąć kaburę. Chwytam ją za nadgarstek i przyciągam do siebie. Zatrzymuje się na mojej klatce piersiowej i patrzy pytająco w moje oczy. Chwytam jej twarz w dłonie i zaczynam ją całować. Jej ręce podążają do mojego paska. Popycham ją na ścianę, rozsuwam uda, uśmiecham się, odkrywając, że jej cipka jest naga i naprawdę mokra.

– Zawsze gotowa do akcji. – szepcze słodko i wpija się w moje usta.

– Chcę cię jebać i cię kochać.

– To mnie pierdol i kochaj. – dyszy.

Jęczy głośno, kiedy wbijam się w nią głęboko i uderzam tak, jakby od tego, jak ją pieprzę, zależało nasze życie. Po chwili czuję, jak zaciska się na mnie. Krzyczy i nie jestem pewny, czy naprawdę doszła, czy gra, ale gram dalej. Oplatam jej nogi wokół moich bioder i zanoszę ją na kuchenną wyspę. Odpinam kaburę z jej uda, gdy ona zdejmuje ze mnie koszulę. Rozsuwam suwak jej sukienki, pozwalając, by zsunęła się po blacie na podłogę.

– Cięcie!

Znów zajęły się nami makijażystki i stylistki fryzur.

Hanka ułożyła się na marmurowym blacie, a ja machnąłem ręką na szlafrok, z którym podbiegła do mnie asystentka. Udawanie, że nie sterczę niczym statua wolności ze wznieconą pochodnią było kompletnie bezcelowe. I chuj! Przeciągnąłem się, by wyprostować kręgi.

– Tymunio się pręży, jak kogucik… – usłyszałem słodki, złośliwy komentarz.

– Kogut. I zważ na swoje słowa przed sceną erotyczną, w której jestem na górze. – odciąłem się.

– Przepraszam.

– Ja myślę.

Obserwowałem przez chwilę, jak natłuszczają łydki Hanki oliwką, poprawiają jej długie włosy, by idealnymi falami spływały z blatu, pudrują jej nos, malują usta, pocierają jej brodawki lodem, by modelowo sterczały. Sam bym je potarł… Językiem. Penisem. Fuck, czym ja bym jej nie potarł.

– Jak tak na ciebie patrzę, to bym cię zerżnął z miejsca Żyrafa… – rzuciłem.

– Zapraszam. W tej scenie masz miejsce między moimi udami. – odpowiedziała.

Podszedłem do niej i spojrzałem jej w oczy.

– Rozsuń nogi. – rozkazałem. Hanka zerknęła na mnie pytająco – Albo sprawdź mi sama.

– Nie dotykaj jej, bo popsujesz. – zaprotestowała fryzjerka.

– Sio mi stąd! Zrobiłaś na zewnątrz, ja muszę sprawdzić warunki wewnątrz.

Hanka, rozumiejąc do czego zmierzam, z uśmiechem rozsunęła uda. Wykonałem trzy ruchy więcej niż było potrzeba, ale nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. Idealnie gładki wzgórek łonowy. Łechtaczka naprężona w erekcji. I nektar jej cipki. Zajebisty. Oblizałem palce, by nie zostawiać na jej ciele mokrych śladów.

– Potrzebuję silikonowy lubrykant! – krzyknąłem.

– Przecież jestem mokra?! Co ty chcesz? Jebać potop?! – oburzyła się Hanka i chciała się podnieść, na co stylistki zareagowały płaczliwym:

– Nie ruszaj się, popsujesz włosy!

– Kurwa… – zaklęła bezradna.

– Teraz jesteś, ale nie wiem, ile czasu spędzimy na tym blacie, jak chłopaków poniesie fantazja… Zaufaj mi. – wyszeptałem.

– Skąd ja ci teraz wezmę silikonowy lubrykant? – jęknął Krzysiek.

– Z mojego plecaka mi weźmiesz Krzysiu.

– Mmm, Tymunio ma lubrykant nawet na planie? – skwitowała.

– Nigdy nie wiesz, kiedy nadarzy się okazja, by za wszystkie przegrane potyczki zerżnąć w dupę piękną Żyrafę….

– Zabiję cię, jak tylko spróbujesz! – zagroziła.

Uśmiechnąłem się szeroko. Wspiąłem się na nią i czekaliśmy na klapsa. Hanka uznała, że będzie to zabawne, jeśli wymierzy mi go w pośladek.

– Paskudnie ładna jesteś, Żyrafo.

– Wiem.

– Scena 48. Ujęcie pierwsze!

Wsunąłem się w nią. Zachowaj profesjonalizm Tymek, pro-fes-jo-na-lizm! – powtarzałem, biegnąc w myślach zwycięski Home-run. Ona pode mną, ja w niej. Starając się racjonalizować sytuację, że jednak jesteśmy w pracy i wcale nie jest to miłosne tête-à-tête. I że muszę się skupić, za bardzo nie ekscytować i zrealizować scenariusz. Dłonie Hanki wszędzie na moim ciele, jej język w moich ustach. Dla uspokojenia myśli i ciała w głowie odtworzyłem sobie głos Krystyny Czubówny:

Samiec wyczuł zapach samicy i odbędzie taniec godowy tuż przy wodopoju, w nadziei, że ona dopuści go do siebie.

Nie… Może jednak, w obecnej scenerii, nie jest to najlepszy pomysł. Całuję Hankę i poruszam się w niej wolno. Unoszę się na rękach, gryzę jej szyję, traktuję zębami sterczące brodawki. Zerkam na jej twarz i widzę, że sprawia jej to przyjemność. Przesuwa dłońmi wzdłuż mojego kręgosłupa i przyciąga mnie znów mocno do siebie. Przytrzymuję ją pod sobą i zaczynam ją wściekle pierdolić.

– Więcej! Dajcie mi więcej! – krzyczy Krzysztof – Jeb ją! Tak kurwa! Właśnie tak. Zajebiście!

Patrzymy się sobie w oczy i usiłujemy się nie roześmiać. Zgodnie słuchamy wskazówek reżysera.

– Zmieńcie pozycję!

Hanka dosiada mnie, napiera na mnie biodrami, zasuwa tak, że boję się, co się wydarzy, jeśli się jej wyślizgnę. Rżnie mnie, tak jak zawsze chciałem. Tak jak zawsze chcieli wszyscy moi koledzy. A teraz stoją na planie, obserwując i gotują się z zazdrości. Sorry panowie…, Żyrafa jest moja. Pochyla się nade mną i całuje. Raz delikatnie, raz żarłocznie, jakby mnie chciała zjeść. Jesteśmy mokrzy od walki i od przypiekających nas reflektorów. Po wyrazie jej twarzy widzę, że będziemy się zbliżać do końca.

Przekręcam ją znów pod siebie i szaleńczo wbijam jej biodra w blat. Niech ci się nie wydaje, że jesteś ode mnie silniejsza, że to ty decydujesz. Choćbyś mnie miała zmuszać do przeskakiwania samego siebie, choćbym nie miał już sił, nie pozwolę ci wygrać. Zerkam na nią, jest w niej wielka siła, ale też jakaś nienazwana łagodność, kruchość, kiedy leży tak pode mną i przyjmuje mnie całego.

– Orgazm poproszę! – dobiega do nas żądanie reżysera.

Hanka potrzebuje jeszcze kilku moich pchnięć, a potem krzyczy i jęczy tak, jakby rozstępowała się pod nią ziemia. Przez moment myślę, czy gra, czy przeżywa go naprawdę, a potem czuję, jak jej mięśnie pulsują na mnie, zaciskają mnie i aż muszę ze sobą walczyć, by nie pójść jej śladem, choć bardzo tego chcę. Jej dłonie błądzą po moim karku, palce wplatają się w moje włosy.

Nieplanowe „Kocham cię.” wyrywa się z moich ust. Idealnie w scenę. W punkt relacji naszych głównych bohaterów. Hanka się nie domyśli, że się odsłoniłem. Nie wpadnie na to. Nie odpowiada mi, ale przez chwilę patrzy na mnie uważnie, podnosi głowę i zaczyna mnie całować, tak jak jeszcze nigdy mnie nie całowała.

– Cięcie! – krzyczy Krzych.

– Yeah! Zrobiliśmy to! – cieszy się Żyrafa, poklepując mnie po pośladku.

– I to ciągiem.

– Gratuluję, byłeś dzielny.

– Ty też.

– Idealnie moje gołąbeczki! – krzyczy reżyser – Chwila oddechu i dubel!

– Ty żartujesz?! – źrenice Hanki rozszerzają się w zdziwieniu.

– Naruchacie się dziś, aż wam się znudzi…

– Ty mówisz poważnie? Weź to najpierw obejrz!

– Obejrzyj się mówi Haniu, i teraz potrzebuję was z boku. Przykro mi gołąbeczki, do poprawek i do jebania.

– Tymek, daj mi jednak ten lubrykant… – prosi.

Powtarzamy scenę w nieskończoność, ale ma to swoje plusy, bo za każdym kolejnym razem jesteśmy coraz bardziej wyluzowani. W końcu Krzych ma dość.

– Czuję się jakbym cały dzień kręciła porno. Mam dość, bolą mnie łokcie, dupa. Królestwo za masaż…

– Chodź. Zrobię ci. – proponuję i znikamy w mojej garderobie.

– O matko boska, nie obraź się, ale twoje ręce są lepsze od penisa… – oznajmia, kiedy rozmasowuję jej kark.

– A miałaś pochwowy?

– A co to za pytanie? Tajemnica zawodowa. – oburza się Hanka.

– Miałaś. I moje ręce są równie dobre jak mój penis.

– Ach! Niech ci będzie! W którym momencie? – dopytuje.

– Mam wszystkie wyliczyć? Pierwszy na ścianie. Potem trzy na wyspie. W pierwszym ujęciu…

– Zamknij się!

Masuję ją, czując, jak coraz bardziej się relaksuje i rozluźnia.

– Haniu, a teraz muszę cię przeprosić i zając się palącą sprawą, bo jutro będę bardzo nieszczęśliwy…

– Przecież mogłeś skończyć.

– No właśnie nie mogłem…

– Potrzebujesz pomocnej ręki? Albo mogę ci jeszcze zaoferować usta, bo reszty dziś już nie proponuję…

– Poradzę sobie. Uciekaj mi stąd.

Hanka wstaje i żegna mnie pocałunkiem w policzek.

– Dobrej nocy, Tymon.

– Dobranoc, Żyrafo.

Wracam do domu, kładę się spać i nie mogę przestać o niej myśleć. Jej nogi do szyi, piersi, długie włosy. Tyle rzeczy jeszcze chciałbym móc jej zrobić… Zasypiam, fantazjując.

Następnego dnia na planie Hanka od rana chodzi wkurwiona.

– Co jest? – pytam kontrolnie.

– Zapalenie pęcherza… I okres dostałam.

– O kurwa. Przepraszam cię za jedno i drugie… Wynagrodzę ci to, tylko powiedz jak.

– Teraz to zejdź mi z oczu. – mówi smutnym głosem.

Całuję ją w czoło i znikam.

Mimo jej niedyspozycji gramy sceny wedle scenariusza na dziś. Widzę, że Hanka cierpi, ale jest dzielna jak nigdy. Myślę, jak poprawić jej nastrój i szybko ogarniam kwiaty i dużo czekolady.

Na przerwie wchodzę do swojej garderoby, na stoliku stoi bukiet, który rano zostawiłem na toaletce Żyrafy, a do niego dołączona karteczka:

„Na strzelnicę byś mnie zabrał, a nie pole mi zostawiasz w garderobie…”

„Skończysz krwawić, pójdziemy strzelać. I lubisz frezje, więc nie pierdol, że Ci się nie podobają :P”

Odnoszę bukiet na miejsce i już do mnie nie wraca, Hanka tylko zerka na mnie z uśmiechem.

Scena erotyczna zbliża nas do siebie. Ja, świadomy tego, że Hanka jest nieuleczalną flirciarą, młodszych chłopców połyka przed śniadaniem i tylko zabawa się dla niej liczy, trzymam się na, niewygodny dla mnie samego, dystans. Nie mogę być za blisko, bo stracę czujność i trzeba mnie będzie zeskrobywać, po tym jak Żyrafa mnie przeżuje i wypluje. Jestem na smyczy. Zawsze na posterunku, blisko przy niej. Na którymś drinku po pracy znajomi biorą nas za parę, ja protestuję donośnie, Hanka milczy, jak nie ona. A potem koncertowo przesadza z prosecco. Dobiera się do mnie, przymila, całuje. Nie biorę jej na poważnie. Plus zaliczenie jej wstawionej, jakoś kompletnie mnie nie kręci. Odwożę ją do domu.

– Nie chcę cię przeżuć i wypluć. Chcę cię połknąć. – mówi, kiedy kładę ją do łóżka.

Łapie mnie za rękę i nie chce mnie puścić.

– Jesteś pijana, pogadamy jutro. – ignoruję jej słowa.

Ostatni dzień pracy na planie jest nostalgiczny.

– Pukniesz mnie w końcu, czy długo mam jeszcze czekać? – pyta mnie wieczorem na imprezie kończącej nasze zdjęcia.

– Wiesz, co mówią?

– Co?

– Wyczekane smakuje lepiej.

– Ile można na ciebie czekać?

Uśmiecham się i nie odpowiadam.

Film idzie do montażu, a my z naszą ekipą widujemy się na treningach, ale już zdecydowanie rzadziej. Tęsknię za nią. Czegoś mi brakuje. Brakuje mi kogoś. Złośliwych uwag rzuconych w zawsze najmniej odpowiednim momencie, tego jak w chwili mojego rozproszenia momentalnie kładła mnie na ringu, na macie, gdziekolwiek, gdzie walczyliśmy. Jej głosu, śmiechu, zapachu. Godzin spędzonych na strzelnicy i mijanek u naszego planowego fizjoterapeuty. Raz po raz sięgam po telefon, żeby zadzwonić, ale nie jestem w stanie. Raz po raz przeglądam jej fejsa, upewniając się, czy przypadkiem nikogo sobie nie znalazła.

Po czterech miesiącach spotykamy się całą bandą na oficjalnej premierze. Żyrafa wygląda zjawiskowo. Jak współczesna wersja Avy Gardner. Długa, czarna, satynowa suknia, rękawiczki, perły. Patrzę na nią i zapiera mi dech w piersiach. Cholera. Spogląda na mnie, uśmiecha się promiennie i podchodzi. Pochyla się, by mnie pocałować.

– Zabiję cię za te szpilki kiedyś. Ile ty masz? Metr 90?

– 92 i nie jęcz, bo masz bliżej do cycków. – kwituje.

– Wyższa, starsza…

– I mądrzejsza…

– Hanka…

Podaję jej ramię. Lampka szampana we foyer kina sprzyja rozmowom i wymianie uprzejmości. Po jakimś czasie nasz cudowny reżyser zaprasza wszystkich na premierowy pokaz.

Pierwszy raz oglądamy film. Chłopaki w montażowni dali radę. Fajnie trzyma w napięciu, wszystkie sceny walki świetnie zmontowane. Dobrze to wygląda. My dobrze wyglądamy. Po jednej z naszych ulubionych scen – spektakularnej strzelaninie, zakończonej śmiercią kolegi z oddziału, następuje nasza scena erotyczna. Dłoń Hanki ląduje na moim kolanie. Nasze spojrzenia przecinają się. Patrzy na nas kochających się kuchennej wyspie i wygląda, jakby widziała nas po raz pierwszy, jakby wcześniej nie miała świadomości, co się między nami dzieje w rzeczywistości. Jakby naprawdę potrzebowała fikcyjnej opowieści i dużego ekranu, żeby ujrzeć tę chemię, która towarzyszyła nam odkąd się poznaliśmy. I wreszcie dotarło do niej, to, czego tak długo nie chciałem jej powiedzieć.

– Dlatego mnie nie puknąłeś… – szepcze, pochylając się nad moim uchem.

– Dlatego… – potwierdzam.

– Ty już długo tak chodzisz?

– Od castingów.

Jej dłoń płynnie z mojego kolana przesuwa się w kierunku moje ręki. Wplata palce między moje palce i nie puszcza mnie aż do oklasków.

– Nie chcę iść na after. – oznajmia, kiedy stoimy pod ekranem, odbieramy kwiaty i gratulacje.

– Na chwilę musimy. Tylko na chwilę. A później…

– Co później…

– Dobrze wiesz, co.

Z kinowej sali wychodzimy, trzymając się za ręce. Pozujemy na ściance, a potem idziemy nagrywać zajawki i udzielać wywiadów.

– Nie da się ukryć, że między waszymi postaciami iskrzy już od pierwszych scen, jak wam się ze sobą pracowało? – pyta nas redaktor.

– Obydwoje podchodzimy profesjonalnie do naszej pracy. Najwięcej funu mieliśmy przy scenach walki.

– Scenę miłosną graliście, czy markowaliście?

– Pozostawiamy odpowiedź wprawnym oczom naszych widzów. – odpowiada Hanka.

– A teraz chyba najważniejsze pytanie tego wieczora. Czy jest między wami coś więcej?

Żyrafa uśmiecha się znacząco i równie znacząco milczy, podskubując dyskretnie mój prawy pośladek.

– Kochani, dziękuję wam serdecznie!

– Dziękujemy! I oczywiście polecamy nasz, świeżutki jak poranne bułeczki, film akcji.

Na afterze jest nam ciężko. Jak tylko możemy trzymamy się na dystans, bo inaczej jutro zamiast być głośno o premierze, będzie huczało o naszym romansie, który w rzeczywistości jeszcze się nawet nie zaczął… Znikamy na tyle po angielsku, na ile się tylko da. Wychodzę pierwszy i czekam na nią w windzie. Kiedy otwierają się drzwi i Żyrafa widzi mnie w środku, rzuca się w moje ramiona i nie przestaje mnie całować aż do parteru.

Szybki nocny spacer do naszego get-away tego wieczora. Klucze do apartamentu uwierają mnie w kieszeni. Nie byliśmy tam odkąd kręciliśmy tę scenę. Chyba mam tremę. Recepcjoniści witają nas z uśmiechem. Hanka opiera się o lustro w wyłożonej mosiężną kratką windzie i bacznie mi się przygląda.

– Za trzydzieści sekund będziesz moja. – szepczę.

Przekręcam klucz w drzwiach, puszczam Hankę przodem. Nie chcę już ani chwili dłużej czekać. Zsuwam z jej ramion miękkie futro. Całuję jej skórę.

– Zdejmij te szpilki, wkurza mnie, kiedy jesteś ode mnie wyższa… Moja kobieta ma być niższa.

Odwraca się do mnie i pokazuje mi język.

– Kiedyś ci go odgryzę, jak będziesz taka niegrzeczna!

– To odgryź.

Łapię ją w pół, przyciągam do siebie i zaczynam gryźć i całować. Mocno, coraz mocniej. Hanka traci dech w moich ramionach. Patrzę na nią zaskoczony. Czyżby tu naprawdę było coś więcej?

– Nie chcę cię pieprzyć, chcę cię kochać. – szepczę.

– To mnie kochaj. Ale… Ja ci się dziś nie oddam bez walki…

Warczę zadowolony. Ja pierdolę, kocham samicę. Wyjmuję z lodówki szampana i otwieram go z hukiem. Żyrafa podziwia podniebną Warszawę. Centrum migocze tysiącem świateł. Księżyc w pełni rozświetla noc. Wręczam jej kieliszek i wznosimy toast. Moje serce bije jak oszalałe, a może to jej serce? Wtulam się w Hankę i czuję kaburę na jej udzie.

– Nie masz pojęcia, jaką mam ochotę zerżnąć cię klamką.

– To kochać, czy zerżnąć, weź ty się w końcu zdecyduj…

– I kochać i zerżnąć. – powtarzam moją kwestię.

Wsuwam dłoń między jej uda, rozpinam kaburę. Nie chcę jej jeszcze pieścić, chcę ją potorturować choć przez chwilę. Przetrzymać, aż będzie mnie błagać, bym dał jej rozkosz. Jak zwykle nie ma pod spodem bielizny, tak jakby wiedziała, że uwielbiam, kiedy kusi mnie w ten sposób.

– Uwolnię cię z tej sukni… – szepczę.

– Dziękuję.

Materiał zsuwa się płynnie, prezentując odbicie jej ciała od lustrzanej powierzchni szyby. Ona ubrana jedynie w biżuterię i szpilki, ja – tło dla jej pięknej nagości – całkiem ubrany. Podziwiam krągłość pośladków, smukłość pleców, przymrużone oczy, usta złożone do pocałunku.

Siadam na sofie i patrzę urzeczony na moją piękną partnerkę. Mieniące się bransolety zdobią jej nadgarstki, perłowe naszyjniki spływają między pełnymi piersiami. Hanka klęka pomiędzy moimi nogami i wtula się w moje udo. Rozsznurowuje moje czarne oksfordy, roluje skarpetki. Jej dłonie podążają do mojego paska i rozporka. Pochylam się do niej, żeby ją pocałować. Erekcja staje się nieznośna, wiem, że dłużej już nie wytrzymam.

– Haniu… – zaczynam, ale ona wie.

Jej uśmiech mówi wszystko. Szybko pozbawia mnie spodni i bokserek. Zsuwa perły z nadgarstka na podstawę mojego penisa i ściska mocno sznur. Pochyla się nade mną i bierze mnie głęboko do ust. Łyk szampana i znów ja w jej ustach. Te działania są bardziej torturą niż ulgą.

– Zamorduję cię zaraz, Żyrafo… – jęczę.

– Neee, zaraz się spuścisz…

Kilka przesunięć jej językiem na moim członku i jestem zrobiony. Wytryskam w jej usta. Inaczej kończy się w ustach, które się kocha. Hania wtula się w moją klatkę piersiową i czeka, aż dojdę do siebie. Zerkam na nią i po błysku w jej oczach wiem, że wpadła na jakiś pomysł. Wstaje i na palcach podąża do kuchni. Odwracam głowę do tyłu, usiłując dojrzeć, co szykuje. Po chwili wraca z tacą, a na niej w salaterkach widzę kostki lodu i połówki brzoskwiń w słodkim syropie.

Wyraz jej twarzy wróży kolejne tortury. Kostki lodu lądują w palcach i ona znów na moich kolanach. Przebiegle kradnę jej obydwie i zaczynam pieścić sutki i łechtaczkę. Żyrafa nie pozostaje mi dłużna i robi ze mną to samo. Wślizguję się w nią. Jest stęskniona, ale w życiu się do tego nie przyzna. Patrzy mi wyzywająco w oczy, tak wyzywająco, że dziś się w końcu doigra. Chwytam jej nadgarstki i łączę je na jej plecach. Inaczej będziemy teraz tańczyć kochanie. Spodobały mi się te lodowe pieszczoty, wolną ręką sięgnąłem więc po kolejną kostkę. Hanka, próbuje się wyrwać i uciec od moich działań, ale nie daje rady. 1:0. Jest zła, bo przegrała ze mną, ale ja zaraz z niej tę złość wyklepię. Patrzy mi w oczy i oddycha ciężko. Jest bliska orgazmu. Chce się we mnie wtulić, ale ja chcę się na nią patrzeć. 2:0. Przygryza wargi i w tej nierównej walce kończy z moim imieniem na ustach. Zwalniam uścisk z jej nadgarstków. Wtula się we mnie i odpoczywa. Po chwili odkrywa, że nie skończyłem i że nadal mam erekcję.

– Skończ. – rozkazuje mi i zaczyna zaciskać na mnie mięśnie.

– Jak zasłużysz. – odpowiadam.

– Skończ.

Uśmiecham się i kręcę przecząco głową. 3:0. Zdejmuję ją z kolan i podaję jej kieliszek szampana. Przez chwilę siedzi zdystansowana w rogu sofy, udając, że się na mnie obraziła. Kiwam palcem, żeby do mnie wróciła, ale odmawia. Zgarniam ze stołu salaterkę z owocami i przysuwam się blisko do Hanki. Wysupłuję ćwiartkę brzoskwini i wsuwam ją sobie w usta, patrząc na Żyrafę błagalnie. Lituje się w końcu nade mną i wgryza się w wystająca spomiędzy moich warg część, a potem zgodnie z moim chytrym planem zaczyna mnie całować.

Karmimy się nawzajem. Sok płynie nam po brodach, ścieka z palców. Całuję ją, zlizując słodycz nektaru z jej skóry. Uśmiecham się i w oczekiwaniu na druga rundkę zsuwam się między jej uda.

– Dojdź mi, brzoskwinko. – proszę.

Liżę ją, całuję, wsuwam w nią palce i pieszczę ją mocno. Hanka mruczy, pojękuje, warczy. Aż spogląda mi w oczy i przyciąga mnie do siebie, bym ją całował. Jej pocałunki są żarłoczne jak nigdy. Oblizuje wargi, jej piersi falują szaleńczo.

– Tymek… – szepcze i dochodzi po raz drugi.

Jej mięśnie zaciskają się szaleńczo na moich mokrych palcach.

– Koniec tej zabawy. – oznajmiam, podnosząc się i kładę ją pod sobą.

Żyrafa kostnieje w moich ramionach, ale się nie przyzna, że potrzebuje chwili, bo inaczej doprowadzę ją do rozkoszy w kilkadziesiąt sekund. Będzie walczyć. Łzy ciekną jej po policzkach, palce kurczą się spazmatycznie.

– Przestań, proszę… Już nie mogę. – błaga.

– A co się stanie, jak nie przestanę? – pytam i zaczynam uderzać mocniej.

– Tymek…

– Przestań walczyć. – szepczę jej do ucha.

– Nie… Nie dam ci tyle. Nie mogę ci dać tyle… – szarpie się pode mną w rozkoszy.

– Możesz i dasz.

– Ach! Nie powiesz nikomu?

– Oczywiście, że nikomu nie powiem.

Znów krzyczy tak, jakby rozstępowała się pod nią ziemia. Tym razem już zupełnie, zupełnie naprawdę. Uspokajam moje ruchy, świadomy, że muszę dać jej chwilę wytchnienia. Hanka jest mokra, jak nigdy nie była, rozgrzana jak stal, półprzytomna z ekstazy.

– Kończ, proszę. – szepcze błagalnie.

Już nie jestem w stanie jej tego odmówić. Przyspieszam i momentalnie doprowadzam się na skraj. Chcę się wycofać, uścisk ud na moich biodrach nie ustaje.

– Hania? – upewniam się, świadomy, że zaraz wybuchnę.

Uśmiecha się i, nadal trzymając mnie silnie, kończy mnie rozkosznym napieraniem swoich bioder. Drżę w jej ramionach, deponując wszystko, co jeszcze mam. Remis.

Leżymy przez dłuższą chwilę bez ruchu, mocno w siebie wtuleni, mokrzy, zdyszani. Pot płynie po naszych ciałach, lepimy się od brzoskwiniowego syropu i spermy.

– No proszę… Nic tak nie osłabia naszej Żyrafy, jak porządny orgazm… – stwierdzam.

– Tylko nie mów nikomu… Bo padnie mój mit niezniszczalnej samicy alfa…

– Mam koncepcję, że to się dzieje jedynie przy prawdziwym samcu alfa… Jesteś głodna? Bo ja zgłodniałem od tego deseru.

– I spragniona, ale ja nie wstanę… Poraziłeś mi wszystkie mięśnie… – oznajmia.

Zerkam na nią, jej uda drżą, dłonie drżą. Pokonałem samicę.

– Nakarmię cię i napoję.

Wstaję do kuchni i przyrządzam nam szybką kolację.

– Pierwszy raz… – stwierdzam, zerkając w jej stronę.

– Co? – pyta.

– Dziś. Pierwszy raz tak naprawdę położyłem cię pod sobą. To jest jedyna walka na śmierć i życie, którą jesteś w stanie ze mną przegrać.

– To jest walka na życie, Tymek.

– Życie… Właściwie, to mógłbym to robić… Co ty na to, Żyrafo?

Hanka podnosi się z sofy i podchodzi do okna. Patrzy przez chwilę na migającą od świateł samochodów Marszałkowską. Obserwuje sekundnik na pałacowym zegarze, a gdy dosięga on dwunastej, odwraca się do mnie i mówi z przekonaniem:

– To róbmy to.

Moja piękna Żyrafa.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *