W Tobie

Odwróć się kochanie… Chodź do mnie bliżej. Bliżej. Pochyl się. Och, lubię, jak się tak pochylasz przede mną. Nie mogę się zdecydować czy bardziej kocham twoje oczy, czy pośladki… Nie bój się. Będę delikatna. Tak delikatna, jak tylko może być kobieta ze sztucznym fallusem wyrastającym spomiędzy jej warg sromowych. Tak delikatna, żeby jak najmniej bolała cię duma i ambicja, bo o twój tyłek się nie martwię skarbie. Oddałeś mi go już nie raz, ale zawsze odnajdujemy się w tym samym poczuciu łamania tabu, konwenansów i ładu wszechświata, bo to nie ty jesteś we mnie. To ja jestem w tobie. Kobieta w mężczyźnie. To jakby ktoś odwrócił ziemskie bieguny i zadrwił z istnienia. Twój jęk przywraca mnie w tu i teraz. Rozkoszne preludium łamania zasad. Wiesz, że wiedziałam, że się odnajdziemy? Wystarczyło jedno spojrzenie w twoje błękitne oczy.

Stal twoich pośladków roztapia się pod moimi palcami. Wsuwam się w ciebie jak wąż, znajdując idealne połączenie. Nie byłoby nas tu, gdybyś kazał mi ze sobą walczyć. Gdybyś mi się nie ofiarował, jak najpiękniejszy dar, który mężczyzna może dać kobiecie.

A teraz znów oddajesz mi siłę i władzę. Pozwalasz mi penetrować cię do głębi. Rżnę cię mocno, trzymając za włosy. Delikatna jestem tylko na początku, a im bardziej dla mnie się otwierasz, tym bardziej pragnę cię posiąść całego. Wgryźć się zębami w twoją duszę. Oddałeś się córce Lucyfera, a to krok dalej niż, gdybyś oddał się diabłu… Złamałeś wszystkie kardynalne reguły, zadarłeś z porządkiem wszechrzeczy. Stałeś się mój.

I teraz, kiedy klniesz pode mną najwulgarniejsze przekleństwa, tylko słodycz wypływa z twoich ust. Jesteś mój kochanie. Tylko mój. Krzyczysz i pulsujesz, a ja czuję twoją rozkosz. Mięśnie na twoim ciele zaciskają się bezwolnie. Łzy wytrącają się w kącikach oczu. Dobrze znam wyraz twojej twarzy, kiedy jestem w tobie. To wyraz ekstazy i cierpienia. Przyciskam cię mocno do pościeli. Zawsze mnie bawi, że drobna kobieta może znaleźć w sobie taką siłę. Zamykam cię w żelaznym uścisku rąk i wiem, że ani drgniesz pode mną. Będziesz tylko drżał z rozkoszy. Szarpiesz się i walcząc, oddajesz resztki kontroli, aż w końcu zastygasz poległy i pokonany. Gardłowy jęk oznajmia twoje spełnienie. Znów posiadłam cię całego.

Przede mną nawet nie myślałeś, że się tak oddasz… Przede mną wszystko było inne. Nie umierałeś małą śmiercią w kobiecych ramionach i nie rodziłeś się na nowo do bycia mężczyzną.

Ślad twojego zadowolenia zastyga leniwie na prześcieradle. Mój miodowy nektar zdobi twoją skórę. Zerkasz na mnie ze złowieszczym uśmiechem. Tak, jakby siły musiały natychmiast zostać wyrównane. Zniewalasz mnie pod sobą, chcąc wrócić na należne ci miejsce. I wracasz. Mocno, głęboko. Posiadasz mnie całą i znów jesteśmy pełni siebie. I znów od początku… Zazdrosny Księżyc podgląda nas przez okno, wytrącając mleczną biel z naszych nagich ciał.

– Dziękuję ci kochanie – szepczę, wychodząc nad ranem.

Bladym świtem, by móc wrócić w ciebie, w noc…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *